Wyróżniali się na tle długowłosych studentów polonistyki, historii czy filozofii. I tak jakoś się stało, że kiedy Aniela zobaczyła Staśka, natychmiast się zakochała. Miała już wtedy kawalera, takiego, którego akceptowali jej rodzice i który bywał u nich na proszonych obiadach. Ale co z tego, skoro serce mówiło: Stasiek. Zaczęli się spotykać. Wkrótce zaszła w ciążę. Rozważała nawet, czy nie usunąć, ale za bardzo się bała. Sama nie wiedziała czego. Kary w zaświatach? Gniewu księdza? Tego, co pomyślą rodzice – oboje przykładni katolicy, którzy w piątek mięsa do ust nie wezmą i w każdą niedzielę jeżdżą na mszę do archikatedry na Starówkę – kiedy dowiedzą się, że nie tylko się puściła i zaszła w ciążę, ale potem jeszcze jej się pozbyła? Najważniejsze chyba jednak było to dziwne poczucie odpowiedzialności wobec tej rosnącej w jej brzuchu fasolki. Nie usunęła więc, chociaż wtedy to było naprawdę łatwe.
Potem wiele razy żałowała, ale nie chciała się już nad tym rozwodzić.