Wzięła drabinkę malarską i zawiesiła linę na haku od lampy. Potem podstawiła krzesło. Wspięła się na nie ostrożnie. Nogi jej drżały. Ściskało ją w gardle, ale zdołała powstrzymać płacz. Nie chciała, żeby makijaż się rozmazał. Odetchnęła trzy razy głęboko, rozejrzała się po mieszkaniu, pomyślała, że pomimo wszystko przeżyła w nim kilka pięknych chwil, i wsunęła głowę w pętlę.
Czy chciała umierać? Nie chciała. Była stara i samotna, ale miała przed sobą jeszcze kilka lat życia. Kilka słonecznych dni, które mogła spędzić, wygrzewając się na ławce przed blokiem. Kilka książek do przeczytania, filmów do obejrzenia. Kilka herbatek z koleżankami, zanim wszystkie po kolei powędrują na cmentarz. Chwil pomimo wszystko wartych przeżycia.
Ale nie miała siły. Po prostu nie miała siły.
Zrobiła krok do przodu. Pchnęła stopami krzesło tak, że się przewróciło. Lina zacisnęła się na jej gardle, jakby nagle zmieniła się w żywe stworzenie.
W ostatnim odruchu świadomości pomyślała, że ten, kto ją odnajdzie, bardzo się zdziwi.
Z jakiegoś powodu zrobiło jej się dzięki temu lepiej.