Zwykła przyzwoitość
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Wzięła dra­binkę ma­lar­ską i za­wie­siła linę na haku od lampy. Po­tem pod­sta­wiła krze­sło. Wspięła się na nie ostroż­nie. Nogi jej drżały. Ści­skało ją w gar­dle, ale zdo­łała po­wstrzy­mać płacz. Nie chciała, żeby ma­ki­jaż się roz­ma­zał. Ode­tchnęła trzy razy głę­boko, ro­zej­rzała się po miesz­ka­niu, po­my­ślała, że po­mimo wszystko prze­żyła w nim kilka pięk­nych chwil, i wsu­nęła głowę w pę­tlę.

Czy chciała umie­rać? Nie chciała. Była stara i sa­motna, ale miała przed sobą jesz­cze kilka lat ży­cia. Kilka sło­necz­nych dni, które mo­gła spę­dzić, wy­grze­wa­jąc się na ławce przed blo­kiem. Kilka ksią­żek do prze­czy­ta­nia, fil­mów do obej­rze­nia. Kilka her­ba­tek z ko­le­żan­kami, za­nim wszyst­kie po ko­lei po­wę­drują na cmen­tarz. Chwil po­mimo wszystko war­tych prze­ży­cia.

Ale nie miała siły. Po pro­stu nie miała siły.

Zro­biła krok do przodu. Pchnęła sto­pami krze­sło tak, że się prze­wró­ciło. Lina za­ci­snęła się na jej gar­dle, jakby na­gle zmie­niła się w żywe stwo­rze­nie.

W ostat­nim od­ru­chu świa­do­mo­ści po­my­ślała, że ten, kto ją od­naj­dzie, bar­dzo się zdziwi.

Z ja­kie­goś po­wodu zro­biło jej się dzięki temu le­piej.