Zwykła przyzwoitość
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Dla­tego zde­cy­do­wała się po­wie­sić. We wszyst­kich tych mą­drych książ­kach z bi­blio­teki wy­czy­tała, że ko­biety naj­czę­ściej wy­bie­rają tru­ci­znę albo przedaw­ko­wują leki. Ona też się przez chwilę nad tym za­sta­na­wiała. Jak każda ko­bieta w tym wieku miała róż­no­rodne scho­rze­nia, a więc i całą ba­te­rię le­ków w ap­teczce, z któ­rych mo­głaby te­raz sko­rzy­stać. Ale zbun­to­wała się. Ona, za­wsze taka ele­gancka i uło­żona, wcale te­raz nie chciała ład­nie wy­glą­dać. Wręcz prze­ciw­nie, ma­rzyło jej się, żeby ten, kto ją znaj­dzie, zo­ba­czył coś strasz­nego. Coś, co bę­dzie mu się śnić do końca ży­cia.

Ku­piła więc linę. Za­wią­zała na niej pę­tlę, tak jak po­ka­zano w pod­ręcz­niku do że­glar­stwa. Tę książkę też wy­po­ży­czyła z bi­blio­teki, choć tej aku­rat nie od­dała. Cią­gle jej prze­cież była po­trzebna. Ro­zu­miała, że spra­wia pra­cu­ją­cym tam uro­czym dziew­czy­nom kło­pot, ale to i tak chyba le­piej, niż gdyby miała wy­rwać kartkę. Pod­ręcz­nik prze­cież prę­dzej czy póź­niej do nich wróci.