Prolog
Zacumowany przy kei wiekowy kuter rybacki bujał się smętnie, skrzypiąc i jęcząc jak umierający starzec. Rybi zapach przyciągał mewy, które spacerowały po relingach i pokładzie w poszukiwaniu smakowitych kąsków z ostatniego połowu. Z lewej burty zwisały wysłużone sieci, a krople deszczu bębniły o drewniane deski.
Postawny mężczyzna odwrócił się, odchylił połę płaszcza przeciwdeszczowego i zgiął kark, aby uchronić się przed wiatrem i móc zapalić papierosa. Zaciągnął się głęboko i wypuścił dym, który porwał soczysty podmuch. Pociągnął nosem, odcharknął i splunął na wybetonowaną keję. Popatrzył w niebo. Stalowe chmury wciąż wisiały nad portem, ale nad horyzontem, niczym świetliste włócznie samego Posejdona, przebijały się pierwsze promienie słońca. Poprawił zerwany z głowy kaptur i przytrzymując go jedną dłonią, ruszył w kierunku zacumowanej łodzi.
– Udanego połowu! – poniósł się zgrzytliwy krzyk Macieja, powykręcanego reumatyzmem wiarusa, uczciwego rybaka i przyjaciela od wódki i brydża, który na pokładzie własnej łajby szykował sieci.
Mężczyzna uniósł rękę i odmachnął. Ze wschodniej części portu dotarł warkot uruchamianego silnika innego kutra. Kolejny podmuch wiatru sprawił, że mocniej przytrzymał naciągnięty na głowę kaptur. Zgarbiony podszedł do swojej łajby i chwycił się burty. Pogonił buszujące na łodzi mewy i wszedł na pokład, o mało nie wywracając się na rybich flakach. Przed upadkiem uchronił się w ostatniej chwili, łapiąc za reling.
– Jakim, kurwa, cudem… – mruknął, bo przecież nie powinno ich tu być. Zawsze sprzątał pokład po powrocie z połowu i nie zostawiał na zewnątrz ani jednej ryby. Może coś mu umknęło, a ptaki dobrały się do resztek?
Powiódł wzrokiem po skąpanych w deszczu wstęgach czerwieni, wciąż trzymając jedną dłonią kaptur. Krok dalej deski pokładu zdobiły wnętrzności, które nijak nie przypominały rybich. Przegonił kilka kolejnych mew usilnie szarpiących długi i zakręcony fragment połyskującej tkanki, jako żywo przypominający jelito. Odfrunęły, skrzecząc z niezadowolenia, i przysiadły na relingu, aby po chwili sfrunąć nieco dalej, gdzie znajdował się częściowo rozdziobany kawał krwawej miazgi.
Rybak przykucnął, a z oddali poniósł się grzmot sygnału wypływającego z portu tankowca. Włożył palec w tkankę, z której wysunął się skrawek nieprzetrawionej pizzy.
– Boże… – jęknął, puszczając kaptur, wtedy kolejny podmuch zerwał mu nakrycie głowy, w pełni ukazując widok tego, co znajdowało się na rufie. – Nie, nie, nie…
Łodzią zaczęło kołysać jak podczas sztormu. Obraz się rozmył, pot zalał mu oczy, mężczyzna poślizgnął się i runął na pokład jak długi. Zapadła ciemność, a gdy uniósł powieki, dostrzegł zarośniętą i wyjątkowo szpetną gębę współwięźnia.
– Obudź się, brachu. Już czas – usłyszał chrapliwy głos mężczyzny, który potrząsał nim energicznie. – Chyba nie chcesz tu leżeć kolejne dwadzieścia lat, co?
– Rusz dupę! – Ten głos też znał. Aż za dobrze. Szef strażników więzienia w Sztumie był wyjątkowym skurwysynem.
Mężczyzna poderwał się z podłogi, na którą runął z łóżka, śniąc swój odwieczny koszmar. Wytarł pot z czoła, wyprężył się jak struna i wydął dolną wargę.
– Nie napinaj się tak – rzucił mundurowy, którego więźniowie nazywali Carem. – To, że odjebałeś swoje, nie znaczy, że wkrótce się nie zobaczymy. Mnie się wydaje, że prędzej niż później, mam rację? – dodał, szczerząc się w złośliwym uśmiechu.
Mężczyzna nie odpowiedział. Chwycił przygotowany wcześniej lniany tobołek, skinął towarzyszowi niedoli i dumnym krokiem ruszył w kierunku otwartych drzwi celi. Mijając Cara, pomyślał, że jak rzadko się z nim zgadzał, tak tym razem chuj jeden może mieć rację. Pomyślał też, że czekał na ten moment długie dwadzieścia lat. I tym razem zrobi to, co powinien był zrobić, gdy jego życie miało jeszcze jakiś sens.
Markiz
GDY POTWÓR NOSI MASKĘ… Igor Brudny i Julia Zawadzka wyjeżdżają na Hel, żeby odetchnąć i rozpocząć wszystko od nowa. Nie podejrzewają, że na horyzoncie już zbierają się ciemne chmury. Niedługo po ich przyjeździe we wraku jednego z polskich okrętów policja odkrywa zwłoki młodej kobiety. W dodatku zarówno Brudnego, jak i Zawadzką zaczepia tajemniczy mężczyzna, który chce opowi...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book
e-book · audio
e-book · audio