Rozdział 1
Dochodziła trzynasta, popularna sieciowa kawiarnia w biurowcu przy Bramie Portowej wypełniona była ludźmi. Sawicka siedziała sama przy niewielkim stoliku w środku lokalu. Przed nią stał duży kubek kawy oraz okrągły donut z różową polewą.
– No odbierz, kurwa…
Ponownie jednak włączyła się automatyczna sekretarka. Sawicka z irytacją rzuciła telefon na blat stolika. Miała ochotę wyciągnąć z torebki paczkę papierosów, ale obiecała sobie, że o siebie zadba i raz na zawsze zerwie z paleniem i innymi zgubnymi nawykami. Nie chciała nigdy więcej zemdleć, wychodząc z sądu.
– Kurwa, no…
Oparła głowę na dłoniach i rozmasowała skronie, próbując się uspokoić. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy Michalski ani razu nie odebrał od niej telefonu. Właściwie nie rozmawiali od nocy, kiedy zastrzeliła Nizioła. Michalski najpierw został zawieszony, ale postępowanie nie wykazało nieprawidłowości w jego działaniu, później wyjechał na urlop, wrócił tydzień temu, ale nadal milczał. Trzy razy była pod jego domem, ale po prostu jej nie wpuścił, nie mieli również żadnych wspólnych spraw. Ewidentnie próbował się jej pozbyć ze swojego życia. Mimo to wciąż próbowała.
– Witaj, Gabi…
Sawicka podniosła wzrok. Przy jej stoliku usiadł Lis, stawiając na blacie swoją kawę. Przez ostatnie trzy miesiące nie widziała go i liczyła na to, że więcej się nie spotkają. Przyjrzała mu się uważnie. Zauważyła garnitur nowej marki, leżał równie dobrze jak poprzednie. Lis zapuścił krótką brodę, jego włosy miały teraz intensywną czarną barwę.
– Zacząłeś siwieć czy próbujesz zmienić image?
– Tak bardzo martwi mnie twoja wisząca na włosku kariera zawodowa, że zacząłem siwieć. Właściwie nie tylko twoja kariera mnie martwi, ten twój Michalski również ma nieźle przerąbane.
– O czym ty mówisz? – spytała Sawicka.
Lis rozciągnął usta w szerokim uśmiechu. Z kieszeni marynarki wyciągnął telefon. Podał go jej, niechętnie spojrzała na ekran. Zobaczyła film pozbawiony dźwięku, ale po kilku sekundach już wiedziała, co przedstawia. Wydarzenia z nocy, która zniszczyła więź pomiędzy nią i Michalskim, a jednocześnie chwilę, która przyniosła jej prawdziwe ukojenie. Sawicka drżącą dłonią odsunęła od siebie telefon. Czuła, jak serce łomocze jej w piersi. Przez głowę przemknęła jej tylko jedna myśl: „Tym razem wygrał”.
– Szach-mat, Gabi – powiedział Lis.
– Kurwa… te kartki, ja pierdolę – wyszeptała Sawicka. – Ty masz jebaną obsesję na moim punkcie. Nie możesz po prostu mnie zostawić?
Uśmiechnął się. Upił kilka łyków kawy, nie spuszczając z niej bacznego spojrzenia. Widział, że jej dłonie oparte o blat stolika drżą.
– Nie potrafię, jesteś naprawdę wyjątkowa. Nadajesz się do posprzątania bałaganu, którego narobił mi Wilk. Chciałem, żebyś mi pomogła z własnej woli, ale skoro odmówiłaś, cóż… Musiałem sięgnąć po inne metody. Przyznaj, wyrafinowane.
– Jesteś jebanym skurwielem – wycedziła Sawicka. – Nie wierzę, że posunąłeś się do czegoś takiego.
– Teraz będziesz robiła dokładnie to, co ci powiem, nie odmówisz mi już żadnej przysługi i nie będziesz nic kombinować – powiedział Lis. – Od dzisiaj pracujesz dla mnie, inaczej ty i ten twój Michalski będziecie mieli problemy. Mam nadzieję, że dotarło.
Mężczyzna dopił kawę, podniósł się i ruszył do wyjścia z kawiarni. Sawicka wpatrywała się w swój kubek i zupełnie nie zwracała uwagi na to, co dzieje się w lokalu. Zdążyła już zapomnieć o Lisie, myślała nawet, że już się go pozbyła, on jednak wrócił. Drzwi lokalu zatrzasnęły się głośno, usłyszała podniesiony głos Lisa, później drugi, nieznany.
– A teraz wszyscy macie siedzieć cicho i się nie ruszać. Wykonujcie moje polecenia, a być może nic wam się nie stanie.
– Kurwa, wypuść mnie, dzieciaku.
Lis próbował się przebić do wyjścia, które blokowało dwóch mężczyzn wyglądających na licealistów, ubranych w koszulki z logo kawiarni. Jeden z nich przyjął zamówienie od Sawickiej. Teraz wycelował broń prosto między oczy Lisa.
– Pod ścianę!
– Zaczekaj, opuść tę broń.
– Pod ścianę, bo zastrzelę!
Sawicka potrząsnęła głową, odsuwając od siebie własne problemy, musiała zadbać o bezpieczeństwo ludzi. Rozejrzała się po lokalu. W środku oprócz niej i napastników było czternaście osób. Lis, para starszych osób, trójka dzieci, cztery kobiety wyglądające na studentki, dwie kobiety koło czterdziestki w eleganckich strojach oraz dwóch mężczyzn siedzących przy stoliku pod oknem. Po chwili z zaplecza wyszły dwie pracownice z rękami podniesionymi do góry, prowadził je trzeci napastnik ubrany na czarno.
– Ej, wy tam, telefony i rzeczy zostawcie na stołach, a potem pod ladę – polecił. – Tylko bez kombinacji, bo będę strzelał.
– A wy dwaj nam pomożecie – dodał drugi.
Sawicka posłusznie podniosła się i razem z pozostałymi gośćmi usiadła na podłodze przed ladą. Przycisnęła plecy do chłodnej ścianki za sobą. Lis ze starszym mężczyzną zasłaniali okna kawiarni kartonami, dwóch napastników trzymało ich na muszce, a trzeci pilnował pozostałych zakładników. Sawicka czuła się odpowiedzialna za każdą osobę w pomieszczeniu. Z rękawa ostrożnie wysunęła telefon, który niepostrzeżenie zabrała ze stolika. Zaczęła szybko wystukiwać wiadomość do Klimka: Kawa, Brama. Trzech facetów z bronią. 16 zakład. Co chwilę zerkała na napastników i starała się ukryć dłonie, w których był telefon.
– Co ty robisz?!
Sawicka nacisnęła ikonkę „Wyślij”, szybko upuściła telefon i podniosła obie dłonie do góry. Jeden z napastników chwycił ją za włosy i zmusił do wstania, nie zauważył komórki, która wpadła pod ladę.
– Co tam kombinowałaś!
– Nic przecież, nie drzyj mi się do ucha.
Przeciągnął ją na sam przód i pchnął na ziemię. Sawicka spokojnie usiadła, rozmasowując kark. Napastnik nawet jej nie uderzył, chociaż mu odpyskowała. Zauważyła, że jednemu z pilnujących Lisa i staruszka drży ręka. Byli młodzi, niedoświadczeni, a jednak zorganizowani.
W lokalu zrobiło się ciemniej, duże okna zostały zasłonięte kartonami. Do grupki osób stłoczonych pod ladą dołączył starszy mężczyzna, który od razu usiadł obok żony i wnuczki. Lisa napastnik posadził tuż obok niej.
– Mam dla ciebie pierwsze zadanie specjalne – wyszeptał Lis. – Wyprowadź mnie stąd żywego.
– Ciebie akurat mam ochotę sama odstrzelić. W sumie kto wie? – mruknęła Sawicka. – Może pozwolą mi wyprowadzić resztę ludzi, jeśli strzelę ci między oczy? Zawsze to jeden padalec mniej, a oni wrócą na lekcje do szkoły bez konsekwencji.
Sawicka ponownie skupiła się na sytuacji. Jeden z napastników im się przyglądał. Przeklęła w myślach. Klimek zawsze siedział z telefonem, nawet podczas przesłuchań. Z wojewódzkiej do kawiarni było zaledwie kilka minut. Nie miała jednak pojęcia, ile czasu zajmie sprowadzenie negocjatora, SPAP-u czy innych antyterrorystów. Nigdy nie miała do czynienia z taką sytuacją. Nie mogła sobie teraz przypomnieć, kto według przepisów powinien się tutaj znaleźć. Doskonale jednak pamiętała, że należało wykonywać wszystkie polecenia napastników, nie patrzeć im w oczy i czekać na pomoc.
– Zamknijcie się! – warknął napastnik.
Mężczyzna ubrany na czarno był najstarszy, miał około czterdziestki. Nie trząsł się, pewnie trzymał broń.
Sawicka podniosła się, zobaczyła wymierzone w siebie trzy lufy pistoletów. Ręce dwóch napastników drżały, mogła przysiąc, że nie strzelą, a jeśli nawet, to nie trafią. Jednak ten, który stał najbliżej niej, doskonale wiedział, co robi. Mimo to w jego ruchach dostrzegła pewne wahanie, to dawało jej nadzieję.
– Ej… ty w czarnym – rzuciła. – Musimy pogadać.
– Siadaj i stul pysk! – wrzasnął młodszy z napastników.
Kobieta zaczęła iść w stronę przywódcy, nie cofnął się ani o krok, ale również do niej nie strzelił. Sawicka zatrzymała się dopiero, gdy lufa dotknęła jej czoła.
– Prokurator Gabriela Sawicka, wygrał pan los na loterii albo swoją zgubę. Proponuję rozmowę, która będzie korzystna dla nas wszystkich. Proszę tylko zabrać tę zabawkę sprzed mojej twarzy. Ciężko się rozmawia w takim położeniu.
Nie wygrasz ze mną
Nie zawaha się przekroczyć granicy, zza której nie będzie powrotu„Szach-mat”. Te słowa słyszy Sawicka, gdy Lis pokazuje jej nagranie, na którym widać, jak Michalski zaciera ślady tego, co zrobiła. Tym razem szantaż Lisa jest skuteczny. Sawicka nie ma wyjścia i musi mu ulec. Czego zażąda od niej Lis? Jak długo ona to wytrzyma? A może nie wytrzyma?Ale Lis to nie jedyny problem Sa...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio