Przedmowa
Co łączy Billa Gatesa i Mozarta?
Bolidy Formuły 1 rozwijają prędkość przekraczającą trzysta kilometrów na godzinę, a do setki rozpędzają się w niecałe trzy sekundy. Choć ważą co najmniej sześćset pięć kilogramów (wraz z kierowcą), podobno wystarczyłoby i sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę, żeby jechały po suficie, nie spadając. Nad maszynami głowią się najlepsi producenci – Ferrari, BMW czy Toyota, a o ich stan techniczny troszczą się rzesze doświadczonych mechaników. Równie doświadczeni są kierowcy, którzy dopiero po przejechaniu kilkunastu tysięcy kilometrów są w stanie w pełni zapanować nad bolidem.
Koszty tego sportu mogą przyprawić o zawrót głowy. Są one tak wysokie, że z wyścigów zdarza się wycofywać nawet potężnym koncernom samochodowym, takim jak na przykład amerykański Ford. Najlepsze zespoły F1 mają budżety sięgające trzystu, czterystu milionów dolarów rocznie. To dlatego przez ponad pół wieku za kierownicą bolidu Formuły 1 nie zasiadł żaden Polak. Nasza gospodarka nie jest w stanie udźwignąć kosztów budowy autostrad, nie mówiąc już o porządnych torach wyścigowych, a bez tego sporty motorowe pozostają jedynie hobby dla garstki pasjonatów. Nad Wisłą kierowca F1 po prostu nie ma gdzie dorastać. A jednak wśród gwiazd Formuły jest dziś Robert Kubica – dwudziestoparolatek z Krakowa.
Talent przereklamowany…
Jakim cudem tak młodemu Polakowi udało się dostać do tego elitarnego klubu, nie mówiąc już o odnoszeniu w nim jakichkolwiek sukcesów? Intuicja i tradycyjne postrzeganie sukcesu podpowiadają: talent. Człowiek, który odniósł tak wielki sukces, musi mieć coś, czego nie ma większość z nas. Coś, co trafia się tylko nielicznym: jakieś zdolności, dar boży, iskrę…
Problem w tym, że talent nie tłumaczy wszystkiego, i sportowcy doskonale o tym wiedzą. Ted Seabrooke, trener zapasów w amerykańskim Phillips Exeter Academy, powtarzał swoim wychowankom, wśród których był pisarz John Irving: „Talent jest przereklamowany. Jego brak jeszcze o niczym nie przesądza. Nawet słabeusz może zawalczyć o swoje”.
Cierpiący na dysleksję autor Świata według Garpa powtarzał sobie te słowa do znudzenia. Tyle że nieliczni utalentowani odnoszą takie sukcesy jak John Irving czy Robert Kubica. Dlaczego? Jakie są składowe sukcesu?
W Poza schematem z tymi pytaniami zmierzył się Malcolm Gladwell. Ten wybitny reporter tygodnika „New Yorker” ma na koncie już dwa bestsellery – Punkt przełomowy i Błysk! Potęga przeczucia, które wyniosły go wysoko nie tylko w rankingach wydawców, ale również wśród guru psychologii i zarządzania. Gladwell stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy „New Yorkera”. Dziwne więc było, że jego teksty w tygodniku zaczęły się pojawiać coraz rzadziej. 5 listopada 2007 roku autor wytłumaczył to na swoim blogu: „Wróciłem! Zrobiłem sobie małą przerwę, żeby popracować nad moją nową książką”.
Fani zaczęli zgadywać, co tym razem wziął na warsztat człowiek, który z jednakową łatwością potrafi wytłumaczyć zarówno mechanizmy stojące za rozwojem epidemii (w Punkcie przełomowym), jak i tajniki działania ludzkiej intuicji (w Błysku!). Niezależnie od tego, jak bardzo skomplikowana i obca jest nam dana materia, unikalny sposób opowiadania Gladwella gwarantuje, że wsiąkamy w nią po uszy. Dlatego jego książki są tak gorącym i wyczekiwanym towarem. David Remnick, naczelny „New Yorkera”, żartował na jednej z konferencji, że najnowsza książka Gladwella sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy, jeszcze zanim się ukazała.
Znany amerykański bloger Jason Kottke przeanalizował artykuły autora Poza schematem w „New Yorkerze” i doszedł do wniosku, że kolejna pozycja będzie poświęcona… miejscu pracy i jego wpływowi na wydajność i kreatywność.
…ale popularny
Jednak Malcolm Gladwell nie byłby sobą, gdyby nas nie zaskoczył. Temat książki Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu jest niezwykle intrygujący, ale też… wyeksploatowany, bo codziennie mierzy się z nim cała armia przeróżnych autorów. Zwłaszcza w USA, kraju wyznającym kult sukcesu. Wystarczy poszukać w Amazon.com książek ze słowem „sukces” w tytule, a dostaniemy ich ponad siedemset piętnaście tysięcy! Mimo to ten temat nieodmiennie nas fascynuje, bo jest coś niezwykłego w człowieku, który odnosi sukces. Większość z nas, choć marzy o tym przez całe życie, pomimo ciężkiej harówki nie osiąga nawet jednej dziesiątej tego co Bill Gates czy Beatlesi.
– Wiecie, co się słyszy o Billu Gatesie, gwiazdach rocka czy innych wyjątkowych osobach: „oni są naprawdę mądrzy”, albo: „są bardzo ambitni”. Dobrze, znam jednak mnóstwo naprawdę mądrych i ambitnych ludzi, których majątek jakoś nie jest wyceniany na sześćdziesiąt miliardów dolarów. Uderzyło mnie to, jak bardzo prymitywne jest nasze postrzeganie sukcesu – wyjaśnia Gladwell decyzję o napisaniu tej książki.
Dziesięć tysięcy godzin Roberta Kubicy
W książce pod tytułem Robert Kubica. Moja pasja (Agora, Warszawa 2008) słynny kierowca opowiada o tym, jak zrodziło się jego zainteresowanie wyścigami.
Któregoś dnia, na spacerze z rodzicami, zauważyłem na wystawie sklepowej miniaturowy samochodzik terenowy. Nie dało się mnie oderwać od niego, wsiadłem i zacząłem trąbić. Przesiedziałem w nim chyba parę godzin, aż w końcu rodzice ustąpili. Autko miało silnik o mocy bodajże dwóch koni mechanicznych, ręczną skrzynię biegów […]. Co ciekawe, samochodzik miał napęd na jedno tylne koło. Miałem nieco ponad cztery lata, kiedy zacząłem tym jeździć na asfaltowym podwórku przy stadionie żużlowym KS Wanda. Ojciec ustawiał slalom z butelek wypełnionych wodą i tak się bawiłem, jeżdżąc sobie w kółko.
Robert Kubica zaczął ćwiczyć jazdę, mając zaledwie cztery lata. To ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę badania przeprowadzone na początku lat dziewięćdziesiątych na Akademii Muzycznej w Berlinie przez psychologa K. Andersa Ericssona oraz jego kolegów. Zadawali oni muzykom proste pytanie: „Ile godzin ćwiczysz?”, a następnie zestawiali ich osiągnięcia z częstotliwością ćwiczeń. Wniosek był prosty i powtarzał się w kolejnych badaniach: żeby zostać światowej klasy ekspertem w czymkolwiek – poczynając od gry na skrzypcach i kończąc na grze w szachy – trzeba przetrenować co najmniej dziesięć tysięcy godzin! Tyle miał za sobą Bill Gates, gdy porzucił Harvard i zakładał Microsoft. Bill Joy – jeden z architektów Internetu i założyciel firmy Sun Microsystems – również spędził dziesięć tysięcy godzin na pisaniu programów komputerowych w czasach uniwersyteckich. Nawet taki geniusz jak Mozart potrzebował swoich dziesięciu tysięcy godzin, żeby dojść do wprawy w komponowaniu. To twarda zasada i niełatwo ją obejść.
A Kubica? W wieku sześciu lat dostał od rodziców pierwszego gokarta. W wieku dziesięciu lat miał licencję wyścigową i startował w mistrzostwach Polski i w innych imprezach.
– W kartingu odbywa się średnio dwadzieścia wyścigów w roku, do których należy się przygotować. Można założyć, że Robert jeździł co najmniej sto sześćdziesiąt dni w roku przez pięć lat i co najmniej sto dni w roku przez cały czas trwania swojej kariery. Oznacza to, że przekroczył dziesięć tysięcy godzin treningów już w piętnastym roku życia – wylicza Marcin Czachorski, polski koordynator Kubicy.
Po raz pierwszy Polak zasiadł za sterami bolidu 1 grudnia 2005 roku w Barcelonie, w czasie oficjalnego testu zespołu Renault.
– Akurat byłem tam tego dnia – wspomina Grzegorz Możdżyński, naczelny magazynu „F1 Racing”. – Oczekiwano, że jeśli Robert będzie o jakieś dwie, trzy dziesiąte sekundy gorszy od testowego kierowcy ze stajni Renault, to będzie dobry wynik. Ale on był dużo lepszy! Wsiadł do tej maszyny po raz pierwszy w życiu i wyprzedził człowieka, który przejechał nią jakieś szesnaście, osiemnaście tysięcy kilometrów.
Cztery dni później Polak skończył dwadzieścia jeden lat. Dwa tygodnie później podpisał kontrakt z zespołem BMW Sauber.
Kolejne ciekawe spostrzeżenie: – pisze Gladwell – dziesięć tysięcy godzin to przeogromna ilość czasu. Nie da się ćwiczyć tak długo przed wejściem w dorosłość bez niczyjej pomocy. Potrzeba zachęty i wsparcia rodziców. Nie możemy być biedni, bo jeżeli musimy zarabiać na utrzymanie, w ciągu dnia zabraknie nam czasu. Prawdę mówiąc, większość z nas ma szanse osiągnąć tę magiczną liczbę tylko wtedy, gdy uczestniczy w zajęciach dodatkowych.
Niewątpliwie sporo takich zajęć miał Robert Kubica, którego ojciec prowadził wówczas drukarnię i miał wystarczająco dużo pieniędzy na to, żeby finansować karierę syna. Reanimacja silników, wymiana podwozia, specjalny samochód dostawczy, który wozi sprzęt z miejsca na miejsce… Koszty prowadzenia zespołu kartingowego wahają się na poziomie stu dwudziestu, stu pięćdziesięciu tysięcy złotych rocznie. To wysoka bariera dla przeciętnego śmiertelnika, ale Kubica sobie z nią poradził, bo miał nie tylko zdolności i pasję, ale również rodziców, którzy chcieli i mogli go wspierać.
Dobrze się urodzić
Marcin Czachorski niechętnie mówi o roli pieniędzy w sukcesie Roberta Kubicy i zastrzega, że nie można sprowadzić wszystkiego do spraw finansowych. Ma rację. Malcolm Gladwell wymienia dużo więcej czynników decydujących o sukcesie.
Poza wykorzystaniem sprzyjających okoliczności i treningiem trwającym co najmniej dziesięć tysięcy godzin trzeba jeszcze urodzić się we właściwym czasie, jak na przykład hokeiści z kanadyjskiej ligi juniorów.
W pierwszym skojarzeniu brzmi to jak astrologiczne brednie, ale reporter „New Yorkera” idzie jeszcze dalej i twierdzi, że do sukcesu potrzebne jest także odpowiednie… dziedzictwo kulturowe. I pokazuje, jak bardzo przeszkadza ono Azjatom w prowadzeniu samolotów i jak bardzo pomaga im w matematyce. W Poza schematem popularny zwrot „dobrze urodzony” nabiera zupełnie nowego znaczenia, a amerykański mit self-made mana, który wszystko w życiu osiągnął sam, z każdym kolejnym rozdziałem topnieje w oczach.
„Ta książka wychwala wielkiego człowieka, by go następnie odbrązowić” – napisał „The New York Magazine”. Sukces jest wypadkową zbyt wielu rzeczy, żeby można go było przypisać jednej tylko osobie. Pod tym względem Gladwell nie odkrywa przed nami żadnego nowego lądu. Sukces odnoszą ci, do których wyciągnięto pomocną dłoń, można wyczytać w jednym z ostatnich rozdziałów.
Usłyszeć takie słowa od sąsiada, którego jedynym sukcesem było wychowanie dwójki dzieci na porządnych ludzi – to jedno. Ale słyszymy to od człowieka, który – choć nie ma dzieci – za napisanie książki potrafi zainkasować kilka milionów dolarów, a firmy są gotowe zapłacić osiemdziesiąt tysięcy dolarów za jego kilkudziesięciominutowy wykład.
Gladwell potrafi jednak równie radykalnie rozprawić się z własnym sukcesem. Cały fragment najnowszej książki poświęcił swojej babci Daisy i jej córce Joyce, pokazując, jak jego matce udało się wydostać z biednej i zacofanej Jamajki. A także jaką rolę w jej życiu odegrały sprzyjające zbiegi okoliczności. W wywiadzie dla „The New York Magazine” podsumował swoją twórczość następująco: „Spędzam czas, rozmawiając z ludźmi, którzy opowiadają mi o różnych rzeczach, a ja to potem spisuję. […] Jak na pasożyta nieźle sobie radzę, ale wciąż jestem tylko pasożytem”.
Minoderia? Nie do końca. W Poza schematem można przeczytać, że zrozumienie sukcesu wymaga przede wszystkim skromności.
Vadim Makarenko
dziennikarz „Gazety Wyborczej”
Poza schematem
Co decyduje o karierze najlepszych piłkarzy świata?Dlaczego tylko 20% spośród najzdolniejszych uczniów odnosi sukces?Czy warto wstawać przed świtem przez 365 dni w roku?Malcolm Gladwell bierze pod lupę ludzi sukcesu i szuka odpowiedzi na pytanie, czym różnią się od innych. Dlaczego The Beatles są najsłynniejszym zespołem w dziejach, a Bill Gates jest multimilionerem? Aby poznać...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book
e-book · audio
e-book