1
Każdy facet ma swój korzeń. Nosi go zawsze przy sobie. Ja mam korzonek, bo do osiemnastego roku życia jest się nie do końca sprawnym życiowo. Mój wyrostek ma siedem albo osiem lat. Wszyscy mówią, że jestem znajdą, chociaż jeżeli nigdy nie było się zgubą, to ciężko powiedzieć, że ktoś kogoś znalazł. Ludzie w większości są durni, ale nie będę im tego udowadniał, bo to nie jest moja sprawa. Durnota jest prywatną własnością każdego człowieka i każdy kiedyś za nią beknie. Jedni bardziej, inni mniej.
Już trzy razy byłem brany pod uwagę, jeżeli chodzi o adopcję, jednak koniec końców, nikt się na mnie nie zdecydował. Ludziom cały czas coś nie pasuje. Pewnie im się nie podobał mój żydowski nos. Mówię żydowski dlatego, że wszyscy o nim tak mówią, chociaż nie jestem Żydem, a nawet jakbym nim był, tobym się do tego nie przyznał, bo za to można zostać ukrzyżowanym. Dużo o tym wiem, bo mieszkam w pałacu naszego Pana i zajmują się mną zakonnice. One zawsze wiedzą, co powiedzieć, żeby człowieka zatkało. Nie są złe, tylko śmierdzą, bo mogą się myć tylko raz w tygodniu, a teraz jest lato i strasznie się pocą, kiedy pielą te swoje truskawki w czarnych grubych szmatach. Zbyt częste mycie się powoduje, że oddalamy się od Boga i stajemy się jak psy albo myszy ‒ bez duszy. Mieliśmy kiedyś psa, ale się zestrzał i poszedł do piachu. Ludzie dzięki temu, że są zakopywani, idą do nieba, a kości psa znaleźliśmy w ziemi dwa lata później, jak nie mieliśmy co ze sobą zrobić.
Jest nas tutaj około dziesięciorga. Mówię około, co nie znaczy, że nie potrafię liczyć. Co to, to nie. Nigdy nikt mnie nie wykiwał na kasę. Jest nas „około” dlatego, że cały czas się zmieniamy. Najkrócej są niemowlaki, które siostry znajdują w szufladzie. To bzdury, że dzieci przynosi bocian. Kto nie był w pałacu naszego Pana, nic nie wie o początku i końcu. Te dzieci, które mieszkają tu najdłużej, praktycznie mogą być pewne, że zostaną tu na całe życie. Błażej ma dziesiątkę na karku, trochę się naobserwował życia i wie najlepiej, co z nami będzie. W kościele zawsze siedzi najbliżej ołtarza i dzięki temu ma najbliższy kontakt z Bogiem, a Wszechmocny wie wszystko. Błażej nie chce znaleźć rodziny, bo nie brzydzi się zakonnic i chętnie się do nich przytula. Mówi, że są prawdziwymi kobietami, bo mają cycki. I kiedy się ich dotyka głową, są bardzo miękkie i człowiek się uspokaja, i od nowa zaczyna być pewny, że wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną.
Ja, kiedy tracę w coś wiarę, to od razu ryczę. Do tego zdarza się, że ze smutku sikam w spodnie. W lecie prawie tego nie czuć, ale zimą mój korzeń od razu zamarza. On jest podobno najważniejszy dla faceta, bo dzięki niemu może żyć wiecznie albo prawie wiecznie. Kiedy sikam, siostry są zadowolone, że w pałacu Boga nie ma żadnych dywanów. Siki uwielbiają miękkie rzeczy i ciężko jest je wydostać, kiedy już się zadomowią. Gdybyśmy nie mieli duszy, to obsikanie dywanu oznaczałoby, że dywan należy do nas. Wiem to, bo widziałem, że tak zachowują się psy. Dlatego naszego psa trzeba było trzymać na łańcuchu, bo gdyby obsikał cały pałac Boga, to wtedy on by należał do niego, a my wszyscy musielibyśmy zamieszkać w budzie.
Błażej mówi, że bardzo często gadam od rzeczy, ale on nic nie rozumie, bo jest zwykłym zagubionym debilem. Miał w życiu cztery szanse na normalny dom, ale nie popisał się. Cztery to więcej niż trzy. Ofiara z niego życiowa i dlatego pewnie zostanie księdzem.
Żebyśmy zupełnie nie zdziczeli od tej wiary, chodzimy do normalnej wiejskiej szkoły. Tam dowiadujemy się najwięcej o sobie. Z Błażejem chodzimy najdłużej, bo już prawie dwa lata. W całej szkole tylko my jesteśmy bękartami i jesteśmy z tego dumni. Bękarty najlepiej nadają się do cyrku, a ja bym chciał właśnie tam pracować. Chciałbym być tygrysem. Podobno człowiek może wszystko, co sobie wymarzy. Tak mówi pani w szkole. Pani jest najmądrzejsza i podoba mi się, że nie ubiera się na czarno. Czarny to najbrzydszy kolor, dlatego siostry muszą się tak ubierać, żeby nikt na nie nie spojrzał, bo każdy wzrok namawia do grzechu.
Dzisiaj w szkole nagrzeszyłem, bo tak wkurwiłem Bastka, że mi cały nos rozjebał z szału. Bastek jest zwykłym debilem, dlatego nawet nie miałem co mu wybaczać.
Zakonnice mówią, że jak będę się źle wyrażał, to nie będę chodził do szkoły i na zawsze zostanę w pałacu naszego Pana. To byłoby straszne, bo w kościele jest piekielnie nudno.
Życie według zasad jest potwornie monotonne, bo uczenie się ich polega na powtarzaniu w kółko tych samych rzeczy. Czy w życiu nie można zająć się czymś przyjemniejszym od robienia ciągle znaku krzyża, powtarzania „Zdrowaś Maryjo” czy „Ojcze nasz”? Trzeba ciągle dbać o siebie i jeść te same niedobre rzeczy, które ma się docenić po latach. Niektórzy nawet tych lat nie dożywają i nie wiedzą, jak smakuje prawdziwy cukier. U nas w ciągu całego roku opłaca się zrobić znak krzyża dwa razy: w Wielkanoc i po wigilii, bo jak się wtedy przeżegnasz przed krzyżem w jadalni, dostajesz kostkę cukru. Nasz rok słodzi się dwoma kostkami cukru. Biedne dzieci w Afryce nawet tyle nie mają, więc nie ma na co narzekać, szczególnie że wigilia zbliża się z każdym dniem i już mamy lipiec.
Z siostrą Aurelią poszliśmy do apteki po zioła, bo strasznie wszystkim w gardłach wyschło z upału.
– Poproszę korzeń mniszka.
Ależ mnie to rozśmieszyło, nie mogłem się pohamować i zeszczałem się w gacie, ale tylko trochę. Siostra Aurelia nic nie rozumiała. Nic dziwnego, w końcu jest dziewczyną, i to nawet nie do końca.

Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek
Na świecie pewnych jest tylko kilka rzeczy. Za wyrażanie się nie dostajesz deseru (kto by go zresztą jadł). Błażej to beksa i irytujący dureń, który gówno wie o życiu. A dorośli zajmują się samymi pierdołami, no chyba, że są kierowcami cystern. I bądź tu mądry, kiedy kot Szatan znika w tajemniczych okolicznościach, sklepikarka Stefa rodzi sobie nagle dziecko, a za zakonnicami t...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book
e-book