ROZDZIAŁ 1
No to cześć
Dziesięć miesięcy przed śmiercią Jerzy Urban przestaje wstawać z łóżka. Jest za słaby.
Pięć miesięcy przed śmiercią trafia do szpitala. Ma zapalenie płuc.
Cztery miesiące przed śmiercią zastanawia się nad eutanazją. Na ból dostaje morfinę.
Trzy miesiące przed śmiercią chce sprzedać tygodnik „Nie”. Przekonują go, żeby jeszcze poczekać.
Miesiąc przed śmiercią domaga się, żeby nie wozić go już do szpitala.
Dwa tygodnie przed śmiercią przestaje pisać felietony.
Dzień przed śmiercią budzi się na chwilę. Widzi Magdę, która przyjechała w odwiedziny.
– O, córuś. – Znów zasypia.
Umiera o czwartej trzydzieści w poniedziałek 3 października 2022 roku w szpitalu w Pruszkowie.
Ma osiemdziesiąt dziewięć lat i trzy miesiące.
Na śmierć Urbana, choć oczekiwaną, nikt nie jest dobrze przygotowany. Redakcji „Nie” zostały jeszcze trzy dni na wysłanie do drukarni pożegnalnego numeru, ale brakuje tekstów na śmierć naczelnego. Rodzina nie ma planu, jak poinformować dziennikarzy. W końcu po kilku godzinach wiadomość ogłasza tygodnik „Nie” na Facebooku. Wszystkie media, nawet prawicowe, do informacji dołączają czarno-białe żałobne zdjęcie.
Pierwsze zdawkowe wiadomości o zmarłym zmieniają się w rzekę analiz, opinii i komentarzy, wciąż zasilaną nowymi dopływami. W ciągu sześciu dni, które dzielą śmierć Jerzego Urbana od pogrzebu, niemal każdy ma coś do powiedzenia na jego temat.
Jedni: czerwona kanalia, wielki Manipulo, Goebbels stanu wojennego, obrzydliwy sługus zbrodniczego reżimu, wyznawca panświnizmu, perwersyjny dziadek, uszate truchło, PRL-owska menda, sowiecki kacyk, komunistyczny kolaborant, ludzkie gówno, siewca nienawiści, kłamca i morderca.
Drudzy: dobro narodowe, jeden z najświatlejszych umysłów w Polsce, dżentelmen, filantrop, ikona popkultury, mistrz ciętego pióra, kompanion ostrej wypitki, władca masowej wyobraźni, jeden z kowali przemian roku 1989.
Urban to także: Łysy (dla żony), Tatuś (dla dziennikarzy „Nie”), Jurek (dla córki).
„New York Times”, który poświęcił mu długi tekst, nazywa go „zajadłym komunistą, który stał się bohaterem wolności słowa”. Podsumowuje: „człowiek, którego Polacy kochali nienawidzić”1.
Miejsce pochówku Urban wskazał sam, w jednym z prześmiewczych filmików na YouTube. To Powązki Wojskowe w Warszawie. Nie trzeba nikogo prosić o zgodę. Leżą tam jego rodzice.
Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, tłumaczy, że za cmentarz odpowiada samorząd. Przypomina:
– Warto się przyglądać, kto na takich pogrzebach bywa.
Ministerstwo Obrony Narodowej na wszelki wypadek odcina się od pogrzebu i zapewnia, że były rzecznik rządu nie zostanie pochowany według ceremoniału wojskowego.
To raczej ucieszyłoby Urbana, który w latach pięćdziesiątych kładł się do szpitala, żeby uniknąć służby wojskowej i szanował tylko jednego żołnierza: generała Wojciecha Jaruzelskiego.
Żona, Małgorzata Daniszewska, zachowuje twarz skandalistki. W „Nie” ogłasza: „Łysy walnął w kalendarz”.
W południe 11 października, godzinę przed pogrzebem, na cmentarzu panuje nastrój wyczekiwania. Przed bramą stoją radiowozy i pojazdy straży miejskiej, dziennikarze szykują mikrofony i kamery. Schodzą się dawni znajomi nieboszczyka.
Z protestujących pierwszy stawia się mężczyzna z plakatem pod pachą. Miga słowo „Goebelsourbany” – trudno zignorować, że Goebbelsowi brakuje jednego „b”.
– Bandytę tu chowają – tłumaczy przybysz kobiecie, która go zagaduje.
Oddział protestujących powiększa się do kilkunastu osób w wieku emerytalnym. Ich patriotyczną postawę podkreślają rogatywki, panterki i emblematy z orłem w koronie. Trzymają przed sobą jak tarcze zdjęcia Grzegorza Przemyka i księdza Jerzego Popiełuszki, o których śmierć Urban był obwiniany. Są też portrety innych osób, które zmarły w PRL w podejrzanych okolicznościach.

Fotoreporterzy towarzyszyli Urbanowi większość życia. Nie opuścili go również po śmierci.
Bardziej doświadczeni dziennikarze wpadają w ostatniej chwili. Jest już ich spora grupka. Reporter „Super Expressu” nuci pod nosem Międzynarodówkę.
Demonstranci ożywiają się na widok kamer.
– Wiecie, ile Urban nakradł? Sto dwadzieścia milionów.
– I co z nimi zrobił? – docieka jeden z nich. I zaraz z wściekłością oznajmia: – Wytransferował do Niemiec!
Piotr Gadzinowski, dziennikarz i były poseł SLD, mówi:
– Kiedyś zarzuciłem mu brak wizji rozwoju „Nie”. Powiedział mi, żebym na jego pogrzebie poszukał. No to jestem.
Ceremonia jest świecka.
– Nie wierzcie nikomu, kto będzie wam mówił, że nawróciłem się na łożu śmieci – zastrzegł Urban w czasie naszego ostatniego spotkania.
Mistrzynią ceremonii jest Monika Sawicka z Łodzi, rodzinnego miasta Urbana. Sama zaproponowała swoje usługi, zrzekła się honorarium. Z dwóch stylizacji, w których występuje na pogrzebach, wybrała tę bardziej teatralną: cylinder i frak, żabot pod szyją i kilkucentymetrowe szpilki.
Grupa fotoreporterów bez żenady przysuwa obiektywy do twarzy gości i rodziny. Stoją plecami do urny i robią seryjne zdjęcia każdemu znacznemu żałobnikowi.
Na pierwszy ogień idzie Aleksander Kwaśniewski, który zajął miejsce z samego przodu. Urbana poznał jako rzecznika, gdy pracowali razem dla rządu Mieczysława Rakowskiego, potem zostali bliskimi znajomymi. Nie przeszkadzało to Urbanowi atakować w „Nie” pierwszą damę, gdy Kwaśniewski został prezydentem.
Sala szybko się zapełnia. Najgorzej wychodzą na tym goście, którzy chcieli wślizgnąć się w ostatniej chwili.
Olga Lipińska, nieco po osiemdziesiątce, stanęła w przejściu. Bezbłędnie wypatrują ją tam fotoreporterzy. Reżyserka przez kilkanaście minut pozuje do zdjęć, potem znika po cichu. Dyskrecja gubi dziewięćdziesięciosześcioletniego Mariana Turskiego, który pracował z Urbanem w redakcji „Polityki”. Przyszedł zbyt późno, by zająć miejsce siedzące. Obok niego Adam Michnik, lat siedemdziesiąt sześć, przytrzymuje się oparcia ławki. Naczelnego „Gazety Wyborczej” przez sporą część życia łączyły z Urbanem niewidzialne więzy, choć w latach osiemdziesiątych stanęli po dwóch stronach barykady. Z boku przystanęła z kwiatami Monika Jaruzelska, córka generała, najmłodsza w tym gronie. Niektórzy reporterzy jej nie rozpoznają.
Brakuje najlepszych przyjaciół Urbana. Leżą niedaleko, na tym samym cmentarzu: Daniel Passent od pół roku, Mieczysław Rakowski od czternastu lat.
Mistrzyni ceremonii przez dwadzieścia minut opowiada o życiu Urbana, jakby znała go od lat. Adam Grzesiak, jego zięć i dawny opozycjonista, słuchając wspomnienia, ociera oczy. Przez ostatnie dwa dni z żoną Magdą, córką zmarłego, pomagali w pisaniu tej przemowy.
Waldemar Kuchanny, zastępca Urbana w „Nie”, też ma przygotowane wystąpienie. Trochę kpiące, nieco smutne. Kończy wzruszony:
– Gdy Tatuś wychodził z redakcji, zwykł mówić: „no to cześć” – wspomina. Potem ostatni raz żegna się z szefem: – No to cześć.
Aleksander Kwaśniewski zabiera głos w ostatniej chwili. Od razu łapie kontakt z salą.
– Czy Jerzy Urban jako rzecznik kłamał? – pyta podchwytliwie. Żałobnicy na chwilę wstrzymują oddech. – Zdarzało się – przyznaje po efektownej pauzie. I od razu znajduje sprytne porównanie: – A Morawiecki?

Magda Grzesiak (pierwsza z lewej) i Adam Grzesiak (siedzi z przodu).
Sala wybucha śmiechem. Rozlegają się nawet oklaski. Choć Urban uchodził za zręcznego propagandzistę, to w oczach obecnych na pogrzebie urzędujący premier pobił go w tej sztuce na głowę.
Głos zabierają też filozof Jan Hartman, były korespondent „Financial Times” Krzysztof Bobiński, dawny pracownik biura prasowego rządu i czytelnicy „Nie”. Mistrzyni ceremonii kończy, zanim uroczystość przerodzi się w manifestację polityczną. Ta trwa w najlepsze za drzwiami. Bierze w niej udział Małgorzata Daniszewska, żona Urbana. Nie weszła do domu pogrzebowego. Nierozpoznana przez nikogo, siedzi na wózku inwalidzkim, bije brawo i sama zagrzewa protestujących:
– Precz z komuną!
Urnę czeka teraz droga do grobu. Karawan ma do przejechania raptem ze sto pięćdziesiąt metrów. Naczelny „Nie” zajmie na Powązkach dość prestiżowe miejsce w kwaterze Tuje. Za sąsiada będzie miał Zygmunta Szeligę, dziennikarza „Polityki”. W pobliżu leży też Eryk Lipiński, założyciel „Szpilek”, dla których Urban przez lata pisał poczytne felietony.
Wokół są pochowani również inni znajomi. Wielu z nich znalazło się w Alfabecie Urbana. Z Janem Olszewskim i Leszkiem Kołakowskim dzielił łamy w tygodniku „Po Prostu”, z Ryszardem Kapuścińskim i Zygmuntem Kałużyńskim w „Polityce”, z Krzysztofem Teodorem Toeplitzem w „Szpilkach”. Niedaleko leżą też pierwsi sekretarze partii: Władysław Gomułka, który pozbawiał Urbana pracy, i Wojciech Jaruzelski, który zatrudnił go jako rzecznika.
Gdy uczestnicy ceremonii opuszczają dom pogrzebowy, fotoreporterzy spychają na bok kilkunastu protestujących. Do najpoważniejszej konfrontacji dochodzi, gdy uczestniczka pogrzebu smyra czerwoną różą po twarzy jednego z antykomunistów. Atak natychmiast zostaje odparty.
– Zostaw tego człowieka starszego! Ty sobie wiesz gdzie tę różę wsadź?
Druga strona nie pozostaje dłużna.
– Co ty mówisz do tej kobiety!
– A widziałeś, co robiła? Człowieka starszego biła tą różą, kolcami po twarzy!
– Ta pani nikogo nie potłukła żadną różą, pan ma jakieś imaginacje, proszę pana.
– A pan czerwone gwiazdy w oczach!
Tuż przed urną kroczy przez nikogo nierozpoznany podpułkownik Adam Smoleński, dawny oficer Służby Bezpieczeństwa – od końca lat osiemdziesiątych skłócony z Urbanem, przedtem byli przyjaciółmi.
Tymczasem znaczącym żałobnikom dziennikarze pod nos podsuwają mikrofony. Pytanie do Adama Michnika ma obnażyć ich ukrywaną zażyłość.
– Czemu przyszedł pan na pogrzeb?
Michnik nie musi szukać wymówek:
– Bo Jerzy Urban umarł.
Urban. Biografia
Jedna z najbardziej demaskatorskich biografii ostatnich lat Czerwona kanalia, Goebbels stanu wojennego, morderca. Mistrz felietonu, dżentelmen, ikona. O jego śmierci napisał „New York Times”, a na pogrzebie obok zagorzałych przeciwników pojawili się między innymi Aleksander Kwaśniewski, Marian Turski, Adam Michnik, Olga Lipińska i Monika Jaruzelska. Umarła czarna legenda PRL-u...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book · audio
e-book · audio
e-book