Znowu siada i sięga po pojemnik z kurczakiem i brokułami. Podaję mu widelec i pozwalam zjeść, chociaż to moje ulubione danie. Wiem, że nie powinnam być teraz samolubna. Otwieram wołowinę po mongolsku i zabieram się do jedzenia, chociaż nie jestem głodna. Ale prędzej skonam, niż pozwolę Sashy albo Ethanowi zjeść choć kęs.
– Szmaty – mruczę.
– Szmaty bez jedzenia – dopowiada Graham. – Może oboje zdechną z głodu.
Uśmiecham się.
Zaczynam jeść i zastanawiam się, jak długo będę siedzieć z tym facetem na korytarzu. Nie chcę tu być, kiedy otworzą się drzwi, bo nie chcę wiedzieć, jak wygląda Sasha. Ale nie chcę też przegapić chwili, gdy ona je otworzy i zobaczy, jak Graham tu siedzi i wsuwa jej chińszczyznę.
Dlatego czekam. I jem. Z Grahamem.
Po paru minutach odkłada pojemnik i sięga do torebki z restauracji, po czym wyciąga dwa ciasteczka z wróżbą. Podaje mi jedno i otwiera swoje. Rozłamuje je, rozwija karteczkę i czyta:
– „Dzisiaj odniesiesz sukces w ważnym zawodowym przedsięwzięciu”. – Składa wróżbę na pół.
– No tak. A wziąłem dziś wolne.
– Głupia wróżba – mamroczę.
Graham rzuca zmiętą w kulkę wróżbą w drzwi Ethana. Rozłamuję swoje ciastko i wysuwam karteczkę.