Odwracam się, by spojrzeć na drzwi mieszkania, ale Graham dotyka mojej twarzy i odciąga moją uwagę.
– Najgorszym, co moglibyśmy teraz zrobić, byłoby okazanie emocji, Quinn. Nie złość się. Nie płacz.
Przygryzam wargę i kiwam głową, starając się zatrzymać w sobie wszystko, co zaraz zapragnę wykrzyczeć.
– Dobrze – szepczę. Drzwi zaczynają się otwierać.
Staram się być tak samo zdeterminowana jak Graham, ale oczekiwanie na pojawienie się Ethana sprawia, że czuję mdłości. Żadne z nas nie patrzy na drzwi. Grahama świdruje wzrokiem moją twarz, powoli oddychając. Nawet sobie nie wyobrażam, co pomyśli Ethan za dwie sekundy, gdy stanie w progu. Na początku mnie nie pozna. Pomyśli, że jesteśmy dwójką obcych ludzi, którzy siedzą na podłodze w korytarzu jego apartamentowca.
– Quinn?
Zamykam oczy. Nie odwracam się. Słyszę, jak Ethan robi krok za próg mieszkania. Czuję teraz swoje serce w najróżniejszych miejscach, ale najbardziej przy dłoniach Grahama na moich policzkach. Ethan powtarza moje imię, ale teraz to bardziej polecenie, żebym na niego spojrzała. Otwieram oczy, ale wzrok wbijam w Grahama.