– Moja dziewczyna z nim pracuje – mówi, rzucając drzwiom mieszkania pełne obrzydzenia spojrzenie. – Okazuje się, że nie tylko pracuje.
– Ethan by nie…
To przerywa mi w pół zdania. Odgłosy pieprzenia.
Słyszę, jak ktoś cicho wypowiada imię Ethana. Przynajmniej po tej stronie drzwi dźwięk jest przytłumiony. Jego sypialnia jest w głębi mieszkania, czyli ta kobieta, kimkolwiek jest, nie robi tego po cichu. Krzyczy jego imię.
Kiedy on ją pieprzy.
Natychmiast się odsuwam. To, co właśnie się dzieje, przyprawia mnie o zawrót głowy. Cały mój świat zaczyna się chwiać. Moja przeszłość, teraźniejszość, przyszłość – wszystko wymyka się spod kontroli. Facet chwyta mnie za ramię i podtrzymuje.
– W porządku? – Opiera mnie o ścianę. – Przykro mi. Żałuję, że ci o tym powiedziałem.
Otwieram usta i słyszę własny łamiący się głos:
– Czy… pan jest pewien? Może te odgłosy nie dochodzą z mieszkania Ethana. Może to para w mieszkaniu obok.
– Niezły przypadek. Sąsiad Ethana też ma na imię Ethan?
Zadaje to pytanie z sarkazmem, ale zaraz potem widzę w jego oczach żal. To miłe z jego strony, że jest w stanie mi teraz współczuć, kiedy sam najwyraźniej przeżywa to samo.