Wydaje się dość spokojny. Większość facetów, których znam, wyważałaby teraz drzwi.
Nawet nie wiem, czy chcę demaskować Ethana. Trochę mam ochotę odejść i udawać, że ostatnie minuty nigdy się nie wydarzyły. Mogłabym napisać mu SMS-a, że wróciłam wcześniej, on odpisałby, że pracuje do późna, a ja udawałabym, że o niczym nie wiem.
Mogłabym też wrócić do domu, spalić wszystkie jego rzeczy, sprzedać suknię ślubną i zablokować jego numer.
Nie, moja matka nigdy by na to nie pozwoliła.
O Boże. Moja matka.
Wydaję z siebie jęk, a facet obok natychmiast się prostuje.
– Będzie pani wymiotować?
– Nie. Nie wiem. – Opieram głowę o ścianę. – Właśnie do mnie dotarło, że moja matka się wścieknie.
Rozluźnia się, widząc, że nie jęczę z powodu fizycznych mdłości, tylko z obawy przed reakcją mamy, kiedy się dowie, że ślubu nie będzie. Bo nie będzie go na pewno. Już nie zliczę, ile razy wspominała o wysokości zaliczki za salę weselną, która zagwarantowała nam miejsce na liście oczekujących.
– Wiesz, ilu ludzi chciałoby wziąć ślub w hotelu Douglas Whimberly Plaza? Quinn, tam wyszła za mąż Evelyn Bradbury. Evelyn Bradbury!