Wciąż patrzyła na niego tak, jakby umierał. Nieważne, jak wiele czasu upłynęło od momentu, gdy otarł się o granicę śmierci, być może ją przekroczył, we wzroku Siarki nadal kołatał się strach.
Ten sam, który Olgierd widział, kiedy ocknął się w szpitalu. Minęły tygodnie, nim się wybudził, choć z jego punktu widzenia cała ta wielka walka o życie trwała jedynie okamgnienie.
Jedyne, co pamiętał, to sufit opuszczonej hali magazynowej na obrzeżach miasta, w której dzięki Langerowi odnalazł go Michaił Olmow. Rosjanin z przeszłością w służbach specjalnych uratował go i obezwładnił Ozyrysa, zanim na miejscu zjawili się Siarka i reszta.
Widok, jaki zastała, musiał być porażający. I to on sprawiał, że wciąż patrzyła na niego tak, jakby oszukane przeznaczenie miało go dopaść.
Minęli bramę i poszli w kierunku Stawu Północnego. Olgierd miał świadomość, że za niecałe dwieście metrów bez trudu będą mogli dostrzec ciała wiszące nad wodą, oświetlone policyjnymi latarkami.
– Jest jeszcze coś – odezwał się.
– Co?
– Na gałęziach wiszą tylko tułowie.
Siarka zatrzymała się na ścieżce między drzewami i za pomocą samego spojrzenia sprawiła, że również przystanął.