– Wysłałem dwóch funkcjonariuszy do sprawdzenia terenu, jak tylko zjawiły się radiowozy. Ale czekamy na dostawę mundurowych, Łazienki to spory teren, ponad siedemdziesiąt hektarów. Spora część, szczególnie na skarpie, jest zalesiona i zakrzewiona, do tego mamy prawie pięć hektarów zbiorników wodnych. Je też trzeba przeszukać.
Siarka wypuściła dym, a potem kiwnęła głową w kierunku stawu, przy którym doszło do makabrycznego odkrycia. Ruszyli.
Ofiary zawieszono na grubych gałęziach starych drzew – zasadzonych w szpalerze kasztanowców, prawdopodobnie pamiętających jeszcze zbrodnie popełniane przez nazistów kilkaset metrów dalej w kierunku Mokotowa.
Siarka i Pader stanęli przed pierwszym z nich, po czym przesunęli wzrokiem po twarzy ofiary. Kobieta ledwo przekroczyła czterdziestkę, miała krótkie blond włosy z widocznymi odrostami i szczupłą twarz.
– W oczodoły wszyto jakąś drobną siatkę przypominającą pajęczynę – odezwał się Olgierd. – Dlatego pająki nie uciekły.
Miał trochę czasu, by przed przyjazdem Siarki się temu przyjrzeć. Właściwie dość długo się wahał, czy do niej dzwonić. Teoretycznie nie musiał, dowiedziałaby się wszystkiego, kiedy stawiłaby się rankiem w prokuraturze.