Nie miał żadnych oporów. Kiedy tylko dotarł na miejsce zdarzenia, stało się jasne, że trzeba postawić na nogi każdego w okręgówce. Langer siedział w areszcie, Ozyrys w więzieniu – jedyną logiczną konkluzją było, że mają nowego seryjnego.
Czy też formalnie dopiero będą mieli, gdy dojdzie do kolejnego zabójstwa i liczba ofiar przekroczy dwie. Pader nie miał co do tego złudzeń. Takie zbrodnie nie były dokonywane w afekcie ani odosobnione. Stanowiły początek serii.
Karolina przez chwilę patrzyła na kłębiące się w ustach i oczodołach pająki. Niektóre miały włoskowaty głowotułów, inne nie. Jedne cechowały się grubym odwłokiem i dużymi odnóżami, inne były cienkie, przywodzące na myśl raczej samice komarów. Wchodziły na siebie, próbowały wydostać się przez siatkę, inne szukały przejścia w głąb ciała ofiary. Najlepiej widoczne były te, które poruszały się po przednich zębach.
Siarkowska w końcu się wzdrygnęła.
– Co za pierdolona ohyda – rzuciła.
Olgierd obrócił się do niej i posłał jej niepewne spojrzenie.
– No co? – dodała pod nosem. – Nie mów, że to cię nie rusza.
– Nie mam nic do pająków. To pożyteczne stworzenia.
Karolina opuściła na to zasłonę miłosierdzia.