Arachnia
Remigiusz Mróz — Kryminały

Nic dobrego nigdy nie spotkało nikogo, kto o tej porze odbierał telefon. Siarkowska zrobiła to jednak bez wahania, widząc, czyje nazwisko pojawiło się na wyświetlaczu.

– Tak? – rzuciła.

– Lepiej przyjedź do Łazienek.

– A dzień dobry?

– Jest zbyt źle na dobry i zbyt ciemno na dzień – odparł rozmówca. – Poza tym obawiam się, że dzisiaj mrok zostanie z nami na dłużej.

Siarka podeszła do okna i wyjrzała na ogródek, który dzieliła z rodziną zajmującą drugą część budynku. Słońce jeszcze się nie zaanonsowało, dopiero około szóstej trzydzieści pojawi się na nieboskłonie. O ile oczywiście ocena jej podwładnego nie była na wyrost.

Westchnęła cicho.

– Co mamy? – rzuciła do słuchawki.

– Podwójne zabójstwo, kobieta i mężczyzna w średnim wieku. Ciała nagie. Liczne znaki wskazujące na maltretowanie ofiar przed śmiercią. Oboje wiszą na drzewach nad Stawem Północnym.

Karolina zastygła w bezruchu, na moment gubiąc słowa.

– Mają usunięte gałki oczne – kontynuował podwładny. – W ich miejscu kłębi się cały rój pająków.

– Co? – wydusiła w końcu.

– Podobnie w ustach.

– Jezus Maria…

– Nie wygląda to najlepiej, Siarka.