Nic dobrego nigdy nie spotkało nikogo, kto o tej porze odbierał telefon. Siarkowska zrobiła to jednak bez wahania, widząc, czyje nazwisko pojawiło się na wyświetlaczu.
– Tak? – rzuciła.
– Lepiej przyjedź do Łazienek.
– A dzień dobry?
– Jest zbyt źle na dobry i zbyt ciemno na dzień – odparł rozmówca. – Poza tym obawiam się, że dzisiaj mrok zostanie z nami na dłużej.
Siarka podeszła do okna i wyjrzała na ogródek, który dzieliła z rodziną zajmującą drugą część budynku. Słońce jeszcze się nie zaanonsowało, dopiero około szóstej trzydzieści pojawi się na nieboskłonie. O ile oczywiście ocena jej podwładnego nie była na wyrost.
Westchnęła cicho.
– Co mamy? – rzuciła do słuchawki.
– Podwójne zabójstwo, kobieta i mężczyzna w średnim wieku. Ciała nagie. Liczne znaki wskazujące na maltretowanie ofiar przed śmiercią. Oboje wiszą na drzewach nad Stawem Północnym.
Karolina zastygła w bezruchu, na moment gubiąc słowa.
– Mają usunięte gałki oczne – kontynuował podwładny. – W ich miejscu kłębi się cały rój pająków.
– Co? – wydusiła w końcu.
– Podobnie w ustach.
– Jezus Maria…
– Nie wygląda to najlepiej, Siarka.