Arachnia
Remigiusz Mróz — Kryminały

Potrząsnęła głową, a potem szybko odwróciła się od okna, jakby dzięki temu zewnętrzny świat nie mógł jej sięgnąć.

Kolejny zwyrodnialec? Rok po tym, jak rozprawili się z poprzednim? Nie, to niemożliwe. Coś takiego nie miało prawa się dziać. Usunęli dwóch najniebezpieczniejszych psychopatów, którzy zagrażali obywatelom. Zapewnili miastu bezpieczeństwo. Zapewnili sobie bezpieczeństwo.

– Jesteś? – rozległ się głos w słuchawce.

Karolina nie miała dla niego odpowiedzi. Nie wiedziała, jak brzmi.

– Ciała dostrzegła jedna z osób sprzątających Pałac na Wyspie, mają tam dzisiaj zdjęcia do jakiejś produkcji – podjął prokurator. – Postawiliśmy już na nogi kryminalistyków, za pół godziny powinni być.

– Okej.

Tylko na tyle było ją stać? Wiedziała, że podwładny oczekuje czegoś więcej, ale wszystkie myśli gdzieś się w niej gubiły.

– Powinnaś tu być – dodał.

– Tak.

– Tak?

Chrząknęła nerwowo, czując, że jeśli tego nie zrobi, głos ugrzęźnie jej w gardle. Z Saskiej Kępy miała niedaleko. O tej porze, przy zerowym ruchu, to właściwie rzut kamieniem.

– Będę za parę minut – odezwała się. – Otwórzcie mi bramę od Agrykoli.

– Jasne. Poczekam tam na ciebie.