Potrząsnęła głową, a potem szybko odwróciła się od okna, jakby dzięki temu zewnętrzny świat nie mógł jej sięgnąć.
Kolejny zwyrodnialec? Rok po tym, jak rozprawili się z poprzednim? Nie, to niemożliwe. Coś takiego nie miało prawa się dziać. Usunęli dwóch najniebezpieczniejszych psychopatów, którzy zagrażali obywatelom. Zapewnili miastu bezpieczeństwo. Zapewnili sobie bezpieczeństwo.
– Jesteś? – rozległ się głos w słuchawce.
Karolina nie miała dla niego odpowiedzi. Nie wiedziała, jak brzmi.
– Ciała dostrzegła jedna z osób sprzątających Pałac na Wyspie, mają tam dzisiaj zdjęcia do jakiejś produkcji – podjął prokurator. – Postawiliśmy już na nogi kryminalistyków, za pół godziny powinni być.
– Okej.
Tylko na tyle było ją stać? Wiedziała, że podwładny oczekuje czegoś więcej, ale wszystkie myśli gdzieś się w niej gubiły.
– Powinnaś tu być – dodał.
– Tak.
– Tak?
Chrząknęła nerwowo, czując, że jeśli tego nie zrobi, głos ugrzęźnie jej w gardle. Z Saskiej Kępy miała niedaleko. O tej porze, przy zerowym ruchu, to właściwie rzut kamieniem.
– Będę za parę minut – odezwała się. – Otwórzcie mi bramę od Agrykoli.
– Jasne. Poczekam tam na ciebie.