Obudził mnie fortepian w sali głównej. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakieś zjawisko paranormalne albo halucynacja słuchowa, lecz niestety chodziło o coś dużo gorszego. Pan Spock zorganizował dla Emy recital składający się z jego udźwiękowionych diagnoz lekarskich. W zamku rozlegało się Maaam piasek w nerkach, są z tym same problemy. O dziwo, nikogo innego to nie obudziło. Wytrzymałam dwa utwory (Piasek w nerkach oraz Obita kość ogonowa, złamana kostka i amatorsko założony gips). Wpadłam do sali, żeby położyć kres temu muzykowaniu, ale pan Spock zaczął mnie błagać, żebym nie psuła jego pierwszej randki od czternastu lat. Randki? Dziewczyna z kamerą filmuje faceta śpiewającego o raku płuc i to ma być randka? Ema, nie odkładając kamery ani na chwilę, stwierdziła, że nasz ogrodnik śpiewa jak John Lennon, i spytała, o czym są jego teksty. Odparłam, że o miłości. Kiedy wychodziłam, nasz lokalny Lennon zaczął śpiewać kolejny „hit" dla zakochanych. Usłyszałam takie słowa jak gangrena, kikut i proteza ręki.