– A na co mi koks? W kotłowni leży z dziesięć ton koksu, mam na niego alergię.
Nie wyjaśniłam Emie tego nieporozumienia wynikającego z pomylenia węgla z narkotykiem. Przetłumaczyłam tylko informację na temat alergii. Gdyby się rozniosło, że palimy w szklarniach kokainą, zjechaliby się tu „palacze" z całej Europy.
Na automatycznej sekretarce nie ma żadnych wiadomości. Faks też nie przyszedł.
Wciąż nie daje mi spokoju dylemat: czy powinnam i czy mogę dać numer „gorącej linii" również Maksowi, choć jej założycielem i fundatorem jest Mark? Czy mogłabym jakoś usprawiedliwić ten krok przed własnym sumieniem oraz ewentualnie przed Markiem, jeśli wpadłby mu w ręce billing? W jaki sposób?
Wpół do drugiej w nocy