Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

– Do­bra na­sza! Byle tak da­lej! – rzekł Kwar­co­wy i ze­rwał z po­ko­na­ne­go klej­no­ty cu­dow­nej pięk­no­ści: pier­ście­nie wy­sa­dza­ne wo­do­rem, ha­fty i guzy roz­iskrza­ne, po­dob­ne do dia­men­to­wych, lecz z trój­cy ga­zów szla­chet­nych rżnię­te – ar­go­nu, kryp­to­nu i kse­no­nu. Ale gdy się nimi za­chwy­cał, po­cie­plał ze wzru­sze­nia, to­też owe bry­lan­ty i sza­fi­ry, sy­cząc, wy­pa­ro­wa­ły mu pod do­tknię­ciem, że nie trzy­mał już nic – prócz kil­ku kro­pe­lek rosy, któ­ra też się za­raz ulot­ni­ła.

– Oho! A więc i za­chwy­cać się nie na­le­ży! Nic to! Byle tyl­ko nie my­śleć! – rzekł so­bie i ru­szył da­lej w głąb zdo­by­wa­ne­go gro­du.