Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

– Do­bra na­sza! – rzekł so­bie Kwar­co­wy – byle tyl­ko nie my­śleć, a je­śli po­trze­ba, to my­śleć! Tak lub owak – zwy­cię­żyć mu­szę!

I po­gnał da­lej, a kro­ki jego dzwo­ni­ły, jak­by ktoś mło­tem tłukł krysz­ta­ły; i tęt­nił, pę­dząc uli­ca­mi Fry­gi­dy, a miesz­kań­cy jej spod bia­łych oka­pów pa­trzy­li nań z roz­pa­czą w ser­cach. Mknął tak ni­czym roz­ju­szo­ny me­te­or Dro­gą Mlecz­ną, gdy do­strzegł w dali po­stać sa­mot­ną, nie­wiel­ką. Był to sam Ba­ry­on, zwa­ny Lo­do­ustym, naj­więk­szy mę­drzec Kry­oni­dów. Roz­pę­dził się Kwar­co­wy, by go jed­nym cio­sem zmiaż­dżyć, ten jed­nak ustą­pił mu z dro­gi i po­ka­zał dwa pal­ce wy­sta­wio­ne; nie wie­dział Kwar­co­wy, co by to mo­gło zna­czyć, ale za­wró­cił i – nuże na prze­ciw­ni­ka, lecz Ba­ry­on zno­wu tyl­ko o krok mu się usu­nął i szyb­ko po­ka­zał je­den pa­lec. Zdzi­wił się nie­co Kwar­co­wy i zwol­nił bie­gu, cho­ciaż już na­wró­cił i wła­śnie miał brać roz­pęd. Za­my­ślił się i woda jęła pły­nąć z po­bli­skich do­mów, ale nie wi­dział tego, bo Ba­ry­on uka­zał mu kół­ko z pal­ców zło­żo­ne i przez nie kciu­kiem dru­giej ręki pręd­ko tam i sam po­ru­szał.