Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Te­raz to już gło­wę jego oto­czy­ła chmu­ra skwier­czą­ca, bo śnieg w ze­tknię­ciu z tak gwał­tow­nym my­śle­niem od razu ki­piał, więc cof­nął się Kwar­co­wy, na­brał roz­pę­du, ude­rzył i na wy­lot prze­szedł mur, a za nim jesz­cze dwa pa­ła­ce i trzy domy po­mniej­szych Gra­fów Mroź­nych, wy­padł na wiel­kie scho­dy, chwy­cił się po­rę­czy ze sta­lak­ty­tów, ale stop­nie były jak śli­zgaw­ka. Ze­rwał się szyb­ko, bo już wszyst­ko wo­kół nie­go ta­ja­ło i mógł w ten spo­sób prze­wa­lić się przez całe mia­sto w głąb, w prze­paść lo­do­wą, gdzie by na wie­ki za­marzł.

– Nic po tym! Byle tyl­ko nie my­śleć! Do­bra na­sza! – rzekł so­bie i w sa­mej rze­czy za­raz ostygł.

Wy­szedł więc z tu­ne­lu lo­do­we­go, któ­ry wy­to­pił, i zna­lazł się na wiel­kim pla­cu, ze wszech stron oświe­tla­nym zo­rza­mi po­lar­ny­mi, któ­re mru­ga­ły szma­rag­dem i sre­brem z ko­lumn krysz­ta­ło­wych.