Lila miała trzech mężów. Zmieniała nazwisko po każdym ślubie, nosiła więc w sumie cztery nazwiska. A nie dożyła nawet sześćdziesiątki. Urodziła tylko córki. Mój tata był tym drugim. Kiedy miałam siedem lat, przeprowadziłyśmy się do bloku naprzeciwko bloku dziadków, do kogoś, kto nie był moim tatą. Za to mama miała tam własną kuchnię. W tym nowym domu mieszkały trzy kobiety o różnych nazwiskach. Czasami nawet cztery, ale to w mieszkaniu babci, jak od ostatniego męża mamy uciekałyśmy do niej. Posiadanie różnych nazwisk ułatwiało wiele spraw. Na przykład kwestię tego, kto zaczyna daną grę: kto pierwszy liczy w państwach-miastach, kto jest na musiku w tysiącu. Grałyśmy w porządku alfabetycznym. Oczywiście można tak robić z imionami, tak się pewnie gra w normalnych rodzinach. Ale po nazwisku było bardziej profesjonalnie. Zaczynała więc mama, potem ja, babcia i na końcu moja siostra.