Bezmatek
Mira Marcinów — Powieść obyczajowa i romans

Babcia nosiła podomki, a mama: szpilki, skórzane ołówkowe spódnice i obcisłe bluzki. Tak ją pamiętam. Miała sto sześćdziesiąt cztery centymetry wzrostu, włosy kasztanowe, skórę oliwkową, a nawet rodzina mówiła o niej „wysokaczarna”. I tak sobie rozmawiałyśmy: „Ojej, jak nie włożysz szpilek, to jaka będzie z ciebie wysokaczarna?”. Albo: „No tak, trzeba chodzić z głową podniesioną i wciągniętym brzuchem, żeby być wysokączarną”. Zawsze przy ludziach dodawała sobie jeden centymetr:

– Ja mam metr sześćdziesiąt pięć. – I się prostowała.

Ale nie przy mnie.

Nigdy nie widziałam, żeby się spowiadała. Nigdy nie poczułam.

Mama mówi, że jak urosnę, to wyskubie mi brwi i wtedy będę naprawdę ładna.