Chociaż mieszkamy w nowym bloku, bo z lat siedemdziesiątych, a lata są dopiero dziewięćdziesiąte, to marzymy, żeby mieszkać gdzie indziej. Nie w domku z ogródkiem, ale w dużym mieście. Kiedyś przeprowadzimy się do Szczecina. Mama mówi, że to jest ogromne miasto. Tak wielkie, że jeżdżą po nim pociągi, ona mówi „tramwaje”. Tam nie trzeba myśleć o sąsiadach i każdy żyje, jak chce. Mama kupiła już figurkę dzikiej kaczki pomalowaną na żółto i na niebiesko do naszej nowej kuchni, a potem jeszcze pomarańczowe jajka z drewna. Teraz nie ma gdzie ich postawić. Dziadkowie, u których mieszkamy, lubią ciemne kolory ziemi i takie jak moja skóra. Babcie to w ogóle lubią smutniejsze miejsca niż matki. Tylko w dużych miastach można mieć wesołe ozdoby.