Bezmatek
Mira Marcinów — Powieść obyczajowa i romans

Na lodówkę przyklejała karteczki: „Przepaliłam już malucha”. Miało ją to zmotywować do rzucenia palenia. Rysowała obok fiata 126p, ale to nie działało, bo bardzo nie lubiła samochodów. Oczywiście rozumiałam przekaz: maluch był dla bogaczy, gdyby nie paliła, bylibyśmy bogaci. Potem na karteczce pisała: „Przepaliłam już poloneza”. I dołączała rysunek poloneza caro. A potem to już było po prostu auto. Tylko że nie miała prawa jazdy na samochody osobowe. W technikum kazali jej zrobić na ciągnik, ale ponoć nigdy nie odebrała. Gdyby narysowała dom z ogródkiem albo chociaż sztalugi i ulubione tubki rembrandtów, może 16 marca 2017 roku, w pierwszą rocznicę diagnozy, nie umarłaby tak naturalnie.

A ludzie wokół mówili, że palenie zabija, że od papierosów robią się pożółkłe paznokcie, nieświeży oddech i brzydkie zęby.

Mówili do niej Lila – takie jakieś kocie imię.

Wiedziała, że zawsze może zmienić zdanie. Nigdy nie zmieniła.