Brud
Piotr C — Literatura

Pociągnąłem solidny łyk ze szklanki. Nie miałem ochoty na rozmowę. Nawet z ładną blondynką. Jakoś sobie poradzi, prawda? Są na świecie większe problemy niż sraczka. Jej stolik jest tuż przy barze. Jakiś metr dwadzieścia ode mnie.

– Dobry wieczór – mówię do niej i sam się sobie dziwię.

Ona nie. Statystycznie rzecz biorąc, samotna kobieta w barze przyzwyczajona jest do tego, że zaczepiają ją obcy mężczyźni.

– Dobry wieczór – odpowiada.

– Jest pani głodna – stwierdzam.

– Trochę.

Przekrzywia nieco głowę na bok, traktując mnie widać jak ciekawego chrząszcza.

– Nie jadłbym z rybą – radzę. Wydaje mi się, że uprzejmie. Tak, jak na mnie to uprzejmie.

Blondynka patrzy na mnie badawczo.

– Dlaczego? – pyta.

Zastanawiam się chwilę, co jej odpowiedzieć i nadal pozostać kulturalnym mężczyzną, w dobrym garniturze, w wypastowanych starannie butach.

– Tuńczyk będzie się pani odbijał przez pół nocy – wyjaśniam w końcu.

Chyba chwyciło, bo kiwa głową ze zrozumieniem.

– Kurczak? – próbuje.

– Resztki z obiadu. Kucharzowi udaje się uzyskać coś, co jest gumowe i suche jednocześnie. Ratują to majonezem. Ale to nie jest dobry majonez.

– Widzę, że często tu pan bywa.

– Za często.