Wracam do gazety. Czytam, że OECD wymaga od nas podniesienia podatków, bo wydatki publiczne są zbyt rozbuchane. W tekście wypowiada się kilku zatroskanych ekspertów, którzy do pracy dojeżdżają volvo albo subaru w najwyższej konfiguracji, mieszkają w przyjemnych apartamentach na warszawskim Powiślu, a ich myśli skupiają się wokół prywatnych szkół dla dzieci, kochanek i wakacji na Bali. W tekście są zatroskani. W tekście apelują o społeczną solidarność.
– Dlaczego pan się zatrzymuje w tym hotelu, skoro jest tak kiepski? – pyta ona.
– Słucham?
– Dlaczego zatrzymuje się pan w tym hotelu, skoro jest tak kiepski?
– Dla boczku. Podają tu rano smażony boczek – wyjaśniam spokojnie.
Nie wracam do gazety. Nie mogę wrócić do gazety, kiedy ta kobieta mnie o coś pyta. To byłoby nieuprzejme. Człowiek dobrze wychowany ma się odnaleźć we wszystkich okolicznościach życia.
– Wiesz pan, co rozczarowuje kobiety?
Patrzę na nią. Oceniam, że jest nieco pijana. Później zastanawiam się nad jej pytaniem i odpowiadam w końcu:
– Metr dziewięćdziesiąt. Dziesięć centymetrów. Tysiąc pięćset netto.
Kobieta się śmieje.