– Pozwoliłam mu postawić sobie drinka. Temu od kotków również. Ach, i oczywiście zapomniałabym o takim jednym, który podszedł, stanął obok, spojrzał i powiedział: „Masz linijkę? To odmierz dwadzieścia jeden centymetrów”. Niestety, brakowało mu dwóch zębów z przodu. Powiedział, że wybili mu, jak był w więzieniu.
Tym razem śmiejemy się obydwoje.
– Najgorszy jest typ: postawię ci, bo mnie stać, bejbe – zauważyła. – Jak byłam w ubiegłym roku w klubie w Berlinie, podszedł do mnie łysy, z brodą, w garniturze. Dość wysoki. Razem nawet to dobrze wyglądało. Pyta: „Jesteś Szwedką?”. „Polką”. „Super! Seks?” „Eee… Nie?…” „Dlaczego? Mam pieniądze”.
Barmanka wyszła na chwilę. Kelner zapytał, czy chcę jeszcze.
Jasne, proszę.
– Jeszcze jedną wódkę z cytryną – powiedziała blondynka.
Kelner uwinął się migiem. Ładne kobiety mają swoje przywileje.
Barmanka wróciła, wyciera teraz kawałek dalej suchą ścierką kieliszki, żeby dobrze się błyszczały, żeby nie miały żadnej plamki.
Pytam blondynkę, czym się zajmuje. Mówi, że wykonuje najbardziej obsceniczny zawód świata.
– Jesteś prawnikiem?
– Nie. Ale ciepło.