Blondynka mi się podoba, bo jestem pijany. Nie powinna mi się podobać. Uśmiecham się do niej. Odpowiada śladem uśmiechu.
Nie wiem wielu rzeczy.
Że Marta tak naprawdę ma na imię Lidka. I mieszka we Wrocławiu. Chodzi po szpitalu w białym, dopasowanym fartuchu i czerwonych conversach, a cała fala mężczyzn patrzy na nią z pożądaniem. Ale ona nie chce wszystkich mężczyzn, ona chce jednego, którego poznała rok temu na festiwalu Open’er, podczas występu zespołu The Vaccines, który chciała zobaczyć tylko dlatego, że spodobała się jej nazwa.
On był/jest fotografem. Podszedł do niej i nie było żadnego „nie wypada”, „nie można”, spojrzał jej w oczy, podniósł niewielki aparat marki Leica i zrobił jej zdjęcie, później następne, a zrobił to tak, jakby ją rozbierał, i czuła się naga.
A potem faktycznie ją rozebrał.
Żaden głupiec. Żaden facet-miś, facet-przyjaciel, facet-chłopiec, tylko facet-facet.
Jeździł na czarnym, wielkim motorze o litrowej pojemności. Na twarzy miał ślady czarnego zarostu, tak silnego, że właściwie powinien się golić rano i wieczorem.
Ona ma silny charakterek, więc facet-facet musiał mieć jeszcze silniejszy.