Brud
Piotr C — Literatura

– Później jest zawsze prezentacja samochodu, czyli jedziemy bardzo szybko i jest brum, brum! Tyle że po roku pracy kupię sobie lepszy, więc panowie lekarze tak bardzo w ten samochód nie idą, bo wiedzą, że też mnie będzie stać. No i teraz jest moment, kiedy on pyta o numer. „Jakby był ciekawy przypadek, to dam znać. Wpadniesz, przeanalizujemy wspólnie”. Wieczorem już jest pierwszy SMS zwiadowczy, zazwyczaj z lekkim flirtem, ale jeszcze w miarę. Na drugi dzień jawny flirt, wieczorem konkretna propozycja. Dramat – ocenia. – Wydaje mi się, że dziewięćdziesiąt procent lekarzy zdradza swoje żony. Nie wyjdę za lekarza, never. Ja miałam dobrą lekcję, bo żona doktorka zorientowała się, co się święci po SMS-ie zwiadowczym, i na drugi dzień rano już czekała zapłakana na korytarzu. Widok – dla mnie trauma, jestem młodociana, jeszcze nie taka zepsuta i podziałało. Ale na pięć innych nie podziała.

– Co ci napisał?