Brud
Piotr C — Literatura

Obok nich są trzy kobiety zawieszone między czterdziestym którymś a pięćdziesiątym którymś rokiem życia. Dwie blondyny i jedna czarna. Hybryda na paznokciach, raz w miesiącu wstrzykiwane osocze małopłytkowe, żeby wyglądać dziesięć lat młodziej, rzęsy z norki, fryzjer co dwa tygodnie, a farba skrywająca siwe włosy koniecznie z olaplexem; wtedy nie niszczy włosów. Nie zwracają uwagi na swoich rówieśników. Szukają cały czas wzrokiem seksownego dwudziestoletniego kelnera, który podaje im drogie słodkie koktajle z parasolką. Mają nadzieję, że wejdzie w ich rubensowskie powłoki dwudziestoletnim penisem, doprowadzi przywiędłe, obwieszone złotem ciała do zgięcia się w łuk, pogryzie im wargi, zejdzie ustami między ich uda. A gdy wstaną rano po nieprzespanej nocy, okaże się, że wygładził im zmarszczki w kącikach oczu lepiej niż najskuteczniejszy kwas hialuronowy.