Bernays spędził w Gwatemali dwa tygodnie. Zamieszkał w hotelu Panamerican w centrum miasta, kilka kroków od Pałacu Rządowego. Odbył rozmowy, za pośrednictwem tłumacza, jako że nie mówił po hiszpańsku, z właścicielami ziemskimi, wojskowymi, bankierami, parlamentarzystami, policjantami, cudzoziemcami osiadłymi w kraju od wielu lat, przywódcami związkowymi, dziennikarzami i oczywiście pracownikami ambasady Stanów Zjednoczonych oraz lokalnym kierownictwem United Fruit. Choć bardzo doskwierały mu upał i moskity, wykonał kawał solidnej roboty.
Na kolejnym posiedzeniu zarządu w Bostonie przedstawił swoją osobistą wizję sytuacji w Gwatemali. Wygłosił raport, posiłkując się notatkami, ze swadą profesjonalisty, bez krzty cynizmu.