Burzliwe czasy
Mario Vargas Llosa — Literatura

– Po to właśnie jest król public relations, czyli ja – powiedział kpiącym tonem, bez cienia skromności, jakby tracił czas, przypominając obecnym, że Ziemia jest okrągła. – Po to, proszę panów, mam tylu przyjaciół wśród właścicieli, redaktorów naczelnych i szefów czasopism, rozgłośni radiowych i kanałów telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych. Trzeba będzie działać dyskretnie i zręcznie, żeby media nie poczuły się wykorzystywane. Wszystko musi się potoczyć ze spontanicznością, z jaką sama natura dokonuje swych cudownych przekształceń. Wszystko powinno wyglądać, jakby chodziło o rewelacje, które odkrywają i wyjawiają światu wolne i postępowe media. Trzeba będzie umiejętnie masować ego dziennikarzy, bo mają je zazwyczaj mocno rozrośnięte.

Kiedy Bernays skończył mówić, głos zabrał ponownie Sam Zemurray.

– Proszę, tylko nie mów nam, ile będzie kosztował ten dowcip, który opisałeś tak szczegółowo. Tyle traum na jeden dzień całkowicie wystarczy.