Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

Ale nie może. Renaud nie będzie go zniechęcał, wręcz przeciwnie. Problem polega na czym innym. Renaud jest kimś znacznie więcej niż przyjacielem, jest jak brat i jeśli się dowie o jego wyjeździe, będzie zdruzgotany na myśl, że pozwala mu wyruszyć samemu, że mu nie towarzyszy. To nie wchodzi w grę. Émile nie chce wzbudzać w nim poczucia winy. Jeśli zna Renauda tak dobrze, jak myśli, on naprawdę jest gotów zdecydować, że z nim pojedzie, za wszelką cenę, przynajmniej na kilka miesięcy lub kilka tygodni. A to jest tym bardziej nie do zniesienia. Nie chce być kimś, kto rozdzieli Renauda z rodziną, nawet na krótką chwilę.

– Nie musisz zgrywać przede mną twardziela – nalega Renaud, a jego oczy jeszcze bardziej zachodzą łzami.

– Twój smarkacz zaraz spadnie.

Niemowlę rzeczywiście wyślizguje się z ramion Renauda, który całą uwagę poświęca Émile’owi.

– O cholera.

Renaud podnosi dziecko i kładzie na szpitalnym łóżku, obok Émile’a, który bierze je i sadza sobie na kolanach.

– Émile…

– Wszystko będzie dobrze, stary. Takie jest życie. Wylosowałem nieodpowiedni numer. Muszę się z tym pogodzić.

– Nie możesz tak mówić.

– Jest jeszcze to badanie eksperymentalne… Nigdy nic nie wiadomo.