Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

– I to przy swoim smarkaczu, wstydu nie masz!

Renaud uśmiecha się przez łzy. Pociąga nosem. Z kolei Émile jakoś się trzyma. Gardło mu płonie, ale nie będzie płakał. Tak postanowił. Renaud ma rację. Zawsze był silny i przebojowy. Będzie taki do samego końca.

– Kiedy przyjedzie Laëtitia? Będziesz musiał osuszyć łzy, zanim się zjawi i zobaczy cię w takim stanie. Mogłaby cię rzucić.

– Nie odważyłaby się pozbawić ojca naszego małego.

– Mam taką nadzieję, dla twojego dobra.

Renaud patrzy na niego dziwnie. Ma wilgotne oczy.

– Naprawdę wierzysz w to badanie eksperymentalne?

Émile nie ma ochoty go okłamywać.

– Nie.

Renaud garbi się jeszcze bardziej.

– Więc dlaczego powiedziałeś…

– Coś przecież trzeba mówić.

– Co zrobisz?

– Jak to: co zrobię?

Z wózka Tivana rozlega się krzyk, ale ani jeden, ani drugi się nie rusza. Mierzą się wzrokiem. Każdy z nich czyha na jakąś reakcję w spojrzeniu drugiego.

– Nie zostaniesz tutaj, żeby się poddać temu badaniu eksperymentalnemu. – To nie jest pytanie. To stwierdzenie, jasne i wyraźne. Renaud dodaje: – Stary, znam cię na wylot. Nie ty.