Émile patrzy na przyjaciela z uczuciem. Oczy zaczerwienione od łez. Jego najstarszy przyjaciel. Mały grubawy astmatyk. Jeden z filarów jego życia. Zrozumiał. Oczywiście, że zrozumiał. Obaj znają się na wylot.
– Stary…
– Byłem pewien!
– Jeszcze nic nie powiedziałem…
– Wiedziałem, że coś szykujesz!
– Masz rację. Nie zostanę tutaj.
– Byłem pewien! – Renaud nie sprawia już teraz wrażenia zdruzgotanego. Prawie się uśmiecha, opanowany przez podniecenie, wciąż zmieszane z bólem. – Opowiedz mi o tym!
– Nie powiesz nikomu, zgoda?
– Zwariowałeś? Nigdy!
– Wyjeżdżam.
– Wyjeżdżasz? Dokąd?
– Jeszcze nie wiem…
Przerywa im pukanie do drzwi. Renaud się podrywa i przez chwilę ociera wilgotne oczy. Émile woła:
– Tak?
Drzwi się otwierają i wchodzi młoda blondynka z kręconymi włosami, w obcisłym kostiumie.
– Laëtitia!
Wygląda na zdyszaną. Zdejmuje okulary przeciwsłoneczne, kładzie torebkę na podłodze i szybko rzuca okiem na wózek Tivana.
– Nie śpi?