Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

Émile patrzy na przyjaciela z uczuciem. Oczy zaczerwienione od łez. Jego najstarszy przyjaciel. Mały grubawy astmatyk. Jeden z filarów jego życia. Zrozumiał. Oczywiście, że zrozumiał. Obaj znają się na wylot.

– Stary…

– Byłem pewien!

– Jeszcze nic nie powiedziałem…

– Wiedziałem, że coś szykujesz!

– Masz rację. Nie zostanę tutaj.

– Byłem pewien! – Renaud nie sprawia już teraz wrażenia zdruzgotanego. Prawie się uśmiecha, opanowany przez podniecenie, wciąż zmieszane z bólem. – Opowiedz mi o tym!

– Nie powiesz nikomu, zgoda?

– Zwariowałeś? Nigdy!

– Wyjeżdżam.

– Wyjeżdżasz? Dokąd?

– Jeszcze nie wiem…

Przerywa im pukanie do drzwi. Renaud się podrywa i przez chwilę ociera wilgotne oczy. Émile woła:

– Tak?

Drzwi się otwierają i wchodzi młoda blondynka z kręconymi włosami, w obcisłym kostiumie.

– Laëtitia!

Wygląda na zdyszaną. Zdejmuje okulary przeciwsłoneczne, kładzie torebkę na podłodze i szybko rzuca okiem na wózek Tivana.

– Nie śpi?