Obejmuje go. Nie jest przyzwyczajony do tych czułych gestów z jej strony. Zawsze dobrze się rozumieli, ale zachowywali pewien uprzejmy i pełen szacunku dystans. Z kolei między Laurą a nią nigdy nie zaiskrzyło. Laura była jej przeciwieństwem. W równym stopniu ciemnowłosa, jak Laëtitia jasnowłosa, w równym stopniu beztroska i lekkomyślna, jak Laëtitia poważna i przezorna. Jedna zawsze wzbudzała w nim bezgraniczny zachwyt, druga natomiast – podziw zmieszany z obawą. Zawsze wolał beztroskę, spontaniczność, dziecięcą stronę Laury. Była wolna jak ptak. I w końcu odfrunęła.
Laëtitia rozluźnia uścisk. Od czasu ogłoszenia diagnozy ludzie wokół niego nagle stali się wylewni. Uściski, długie spojrzenia, zdania wypowiadane szeptem, jakby hałas mógł go zabić. Czuje się skrępowany. Nie lubi tego.
– Nadal przepracowana? – pyta Émile.
– Nawet mi nie mów…
– A dom?
– Nie mamy już czasu, żeby tam jeździć. Z jednej strony Tivan, z drugiej praca… Jesteśmy wykończeni.
W szpitalnym pokoju zapada milczenie. Laëtitia stanęła pod oknem, obok wózka Tivana. W zamyśleniu głaszcze go jedną ręką po główce. W końcu chyba dochodzi do siebie:
– Kiedy idziesz na badanie eksperymentalne?
– W przyszłym tygodniu.