Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

W każdym razie jeszcze będzie tutaj w weekend. Kampera odbiera w sobotę rano. Zaparkuje go na placu przed kinem, gdzie często stoją wszelkiego rodzaju samochody kempingowe i podejrzane furgonetki. Potem zobaczy. Jeszcze dokładnie nie wie, kiedy wyjedzie. Ogłoszenie obejrzano sto siedem razy, odkąd opublikował je dwa dni temu, i nikt nie odpowiedział. Nie ma wielkich nadziei, ale mówi sobie, że nigdy nic nie wiadomo. Zamierza wykorzystać niedzielę na dopracowanie planu podróży. Pociąga go natura, las, zapach sosen, kamyki toczące się pod stopami.

– A co z twoją pracą?

Wzdryga się, usłyszawszy głos Laëtitii, która obserwuje go spod okna pokoju, z ręką wciąż w wózku, na głowie Tivana.

– Co?

– Chyba tam nie wrócisz…

– Och… Jasne, że nie.

– Wysłali cię na zwolnienie lekarskie?

– Tak. Na czas nieokreślony.

W pokoju zapada nieco uciążliwe milczenie. Renaud wierci się skrępowany.

– Wiesz, nie będę za tym tęsknił – dodaje Émile.