Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

Nie, nie będzie tęsknił za tą pracą. Wtedy ją przyjął, bo przecież musiał zarabiać, ale nigdy go nie kręciła. Wykonywał ją jak automat, dla zabicia czasu. Właśnie dlatego miał trudności z uświadomieniem sobie, że pamięć go zawodzi. Zwalał to na nudę i brak motywacji: zagubione maile pisane od nowa, ponownie wysyłane, zapominanie o spotkaniach, przypomnienia dla klientów pomijane co drugi raz, czarne dziury w środku dnia przed pustym dokumentem („Co ja właściwie chciałem zrobić?”)… To była monotonna praca, bez niespodzianek, więc myślał, że po prostu jest znużony. Ale to nie było to, w każdym razie nie tylko to. Miał luki w pamięci. Potem pojawiły się różne dolegliwości, zaburzenia równowagi. Ze zmęczenia, myślał. Reakcja na odejście Laury… Po upływie roku… To matka nalegała, żeby poszedł do lekarza. I usłyszał diagnozę.

Laëtitia kręci się przy oknie. Szamocze się z klamką, żeby je otworzyć.

– Jest piekielnie gorąco.

Do pokoju przenika rześkie wieczorne powietrze. Zaczął się lipiec i na zewnątrz bardzo głośno śpiewają ptaki.

– Nie ma tu klimy?

– Zachowali ją dla oddziału geriatrycznego.

– Już nie wytrzymam. Idę sobie kupić zimną lemoniadę z automatu. Chcecie coś?