Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

Dzisiaj w końcu może wyjechać. Już nic go nie trzyma. Zostały mu tylko dwa lata życia, a jego bliscy już się przygotowują, że go stracą. Teraz czy za dwa lata, to bez większej różnicy. Po raz ostatni czyta ogłoszenie. Tak, jest dziwne i bezosobowe. Tak, prawdopodobnie nie odpowie na nie nikt. Nieważne, i tak wyjedzie. Sam. Émile boi się umierać w samotności i to go dręczy. Ale jeśli tak musi się stać, jeśli nikt nie odpisze na ogłoszenie, to tym gorzej. Wyjedzie, bo jego ostatnie marzenie jest silniejsze niż strach.

Klika przycisk „Wyślij” i na ekranie pojawia się wiadomość informująca go, że ogłoszenie zostało właśnie opublikowane. Odchyla się w fotelu i wzdycha. Jest kwadrans po pierwszej w nocy. Jeśli w ogóle ktoś odpowie, jeśli ktokolwiek będzie na tyle szalony albo odważny, żeby mu odpisać (nie bardzo wie, jak to zdefiniować)… to jest przekonany, że znajdzie najlepszego towarzysza podróży wszech czasów.

– Émile, stary, przykro mi, nie mogłem zostawić małego z Laëtitią, bo ona pracuje. Zresztą wiesz, dołączy do nas, jak skończy. – Renaud wydaje się zakłopotany, że przyszedł do szpitalnego pokoju z dzieckiem pod pachą.

Émile klepie go po ramieniu.