– Przestań, dobrze wiesz, że się cieszę, widząc twojego smarkacza.
– Powinien już spać. Nie spał w nocy. Pewnie zaraz padnie.
Renaud wygląda na zmęczonego. Émile patrzy, jak się miota, z dzieckiem pod pachą, próbując rozłożyć wózek. Niemowlak ma zaledwie sześć miesięcy, a Émile nigdy nie przyzwyczaił się do widoku przyjaciela z dzieckiem. Nadal wydaje mu się to absurdalne, więc obserwując, jak rozkłada wózek z wyrazem skupienia na twarzy, nie potrafi ukryć rozbawienia.
– Czemu się śmiejesz?
– Wydaje mi się, że mam urojenia.
– Co? Dlaczego?
– Ty i smarkacz, ty królem składanego wózka.
– Dobra, możesz sobie żartować. Ciebie też to…
Nie kończy zdania, a Émile natychmiast rozumie dlaczego. Renaud zamierzał odpowiedzieć: „Ciebie też to kiedyś czeka”, jak to ma w zwyczaju, ale nagle się powstrzymał. Poczerwieniał z powodu tej gafy.
– Przepraszam… Ja…
Émile kiwa głową i odpowiada z szerokim uśmiechem:
– No nie, mnie to nie czeka. Przynajmniej tego uniknę! Kto powiedział, że życie jest źle urządzone?
Próbuje skłonić przyjaciela do uśmiechu, ale to daremny trud. Renaud zostawia wózek i odwraca do Émile’a zgnębioną twarz.