Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

– Przestań, dobrze wiesz, że się cieszę, widząc twojego smarkacza.

– Powinien już spać. Nie spał w nocy. Pewnie zaraz padnie.

Renaud wygląda na zmęczonego. Émile patrzy, jak się miota, z dzieckiem pod pachą, próbując rozłożyć wózek. Niemowlak ma zaledwie sześć miesięcy, a Émile nigdy nie przyzwyczaił się do widoku przyjaciela z dzieckiem. Nadal wydaje mu się to absurdalne, więc obserwując, jak rozkłada wózek z wyrazem skupienia na twarzy, nie potrafi ukryć rozbawienia.

– Czemu się śmiejesz?

– Wydaje mi się, że mam urojenia.

– Co? Dlaczego?

– Ty i smarkacz, ty królem składanego wózka.

– Dobra, możesz sobie żartować. Ciebie też to…

Nie kończy zdania, a Émile natychmiast rozumie dlaczego. Renaud zamierzał odpowiedzieć: „Ciebie też to kiedyś czeka”, jak to ma w zwyczaju, ale nagle się powstrzymał. Poczerwieniał z powodu tej gafy.

– Przepraszam… Ja…

Émile kiwa głową i odpowiada z szerokim uśmiechem:

– No nie, mnie to nie czeka. Przynajmniej tego uniknę! Kto powiedział, że życie jest źle urządzone?

Próbuje skłonić przyjaciela do uśmiechu, ale to daremny trud. Renaud zostawia wózek i odwraca do Émile’a zgnębioną twarz.