– Tak mówił pan Stanisław, jak coś, to do niego z pretensjami – obraziła się Mona, rzeźbiarka. – Zresztą – dodała – Klaus, tobie, jako komuniście, to się akurat powinno podobać, że się do rewolucji nowy narybek przyłącza. Takie nagłówki na przykład sobie wyobraź: „Polskie dzieci wolą gryźć klasy posiadające niż batoniki Kasztanka”. Zdrowie psiej rewolucji! – Wzniosła szklankę z wódką z tonikiem o kuszącej zimnem nazwie Styczniowy.
– A ty nie jesteś komunistka? – spytał Honoris Klaus, zły trochę. – Ostatnio śpiewałaś po pijanemu, że „słuchaj, Jezu, jak cię błaga lud, ty w Warszawie rewolucję zrób”.
– Ja jestem wiosną socjalistka, latem anarchistka, jesienią faszystka, a zimą katoliczka, bo się o wiosnę modlę, a tej mi ani Lenin, ani Bakunin, ani dziodek Mussolini nie przyniosą – odpowiedziała Mona, lecz mało kto słuchał, bo już wszyscy, łącznie z tobą, szklanki do góry wznosili i krzyczeli: „Zdrowie psiej rewolucji! Niech żyje psia rewolucja!”.
Aż barman Czesław, który też był komunista, przyleciał z serwetą na ramieniu zdrowie wznosić, bo jak mówił, miał już nadzieję, że się w końcu co zaczyna.