Rozmawialiście o wojnie z Ukraińcami w Małopolsce Wschodniej, wiadomo. O tej wojnie to wszyscy mówią, wisi ta wojna nad Polską, nad Warszawą, nad wszystkimi miastami jak upiór. Barman sam był Ukraińcem, choć już od pokoleń warszawskim, więc mówił trochę półgębkiem, trochę racji przyznając tym, a trochę tamtym. Ty też, Kary, wiedziony wrodzoną chłopską sprawiedliwością, również przyznawałeś zawsze trochę racji jednym, a trochę drugim, i się okazało, że się robi całkiem nudno, bo się rozumiecie i zgadzacie, więc zmieniliście temat na ciekawszy. Na Kubę Hieroglifa, oczywiście.
I zaczęliście się przerzucać nowinkami. Że tutaj przeciek taki, tam śmaki. Że podobno to, co ten Kuba wyprawia, to zwykły człowiek nie da rady zrobić. Że dlaczego niby, Franek, pytał cię barman, władza ukrywa to, co ten Kuba Hieroglif zrobił z tymi ofiarami, które udało mu się zdjąć z wysokiej państwowej półki?
– Tajemnicza sprawa, tajemnicza sprawa, Franek, ja ci mówię, jak cię lubię – mówił barman.
W sumie dobrze, myślałeś, że się ten Kuba Hieroglif pojawił. Przynajmniej było o czym gadać po knajpach. W ten upał. Żeby cały czas o upale nie gadać.
Albo o polityce.