Cham z kulą w głowie
Ziemowit Szczerek — Literatura

Więc poszedłeś, Kary, do Syreny. I piłeś, Kary, w tej Syrenie kolejne wódki, i pocierałeś szeroką bliznę z boku głowy, na skroni, pod którą znajduje się żelazna płytka zainstalowana ci rok temu w szpitalu Męczeństwa Polskiego.

– Cześć, Kary. – Poklepał cię nagle po plecach ktoś o głosie niskim, pięknym, niby aktor z teatru, a aktorzy z teatru mają to do siebie, że mają bardzo piękne głosy i pierdolą tymi pięknymi głosami straszne głupoty. – Cześć, Kary, kogo ja widzę, proszę bardzo, sam zdrajca narodu! Chodź, pozdradzamy razem!

Nie byłeś, Kary, w najlepszym sosie i ogólnie rzecz biorąc, najchętniej byś się odwrócił i bez patrzenia walił w mordę, po pierwsze, za to klepanie, bo co to, kurwa, za klepanie, po drugie, za to bezceremonialne gadanie o zdradzie, ale ten głos, niski, piękny, jednak cię przed tym powstrzymał. Zaciekawił.

Jeśli to jakiś aktor faszysta – błysnęło ci w głowie – to zawsze zdążę po pysku dać. Odwróciłeś się razem ze szklanką trzymaną w dłoni, zastanawiając się tylko, czy walić szkłem po ryju (co będzie się wiązało z koniecznością opuszczenia miejsca zdarzenia i – ogólnie – spaleniem lokalu), czy tylko chlusnąć wódką w twarz i ewentualnie poprawić płaskim.

No proszę.