Cham z kulą w głowie
Ziemowit Szczerek — Literatura

Cóż ty, biedny Kary, mogłeś poradzić na to, że takim cię stworzyła natura i nieistniejący Bóg. Czy tam wiril. Czy bogowie. Zależy kto w co. I szczerze mówiąc, gdyby nie to, twoja psychika już dawno by siadła. Padła. Rozwaliła się na kawałki jak dziecinny robocik spadający ze stołu. W końcu jeśli się człowiek czegoś uczy o sobie, spędzając czas w błotnistych dziurach pod tropikalnym deszczem czy zasmrodzonych celach Rzeczpospolitej, to tego, że najbezpieczniej obserwować samego siebie niby mysz w klatce.

– Siadaj, Bodziu – zaryzykowałeś więc, pokazując wolny stołek barowy obok ciebie i obserwując siebie niby tę mysz.

– Guciu – poprawił zdziwiony nieco Bodzio.

– Guciu – poprawiłeś się.

Gucio usadowił się przy barze i zamówił czystą na lodzie. Patrzyłeś na niego ukradkiem, z boku. Na jego pysk gładko golony, podobny trochę, jak tak się zastanowić, do maski mercedesa zet. Na jego wystudiowaną, ale wyglądającą na nonszalancką fryzurkę, na te włoski opadające na czoło.

Hrabia Gucio rozglądał się po barze.

– No – powiedział, tocząc okiem po stolikach – przegląd mord i typów to my tu dzisiaj mamy jak u grubego Joska przy ulicy Gnojnej.