A jako że nic w nim w ogóle do niczego nie pasowało, to i te kolorowe chusteczki nie do końca pasowały do niebieskiego światła kiblowej jarzeniówki, bo od razu jak tylko Tolo przyszedł, to się pochwalił, że ma amfetaminę, i poszliście wciągać amfetaminę do kibla, i na tych chusteczkach się Kary koncentrował, a nie na tym, o czym opowiadał Tolo, krusząc grudy sygnetem – że podobno policjanci mają już tych, którzy pozabijali nacjonalistów pod Radomiem, w tym księdza Krenca, bo, Kary, dobrze wiedziałeś, że nie mają.
Ale jako że ksiądz Krenc, faszystowska, antysemicka pokraka, był też przy okazji podporą i ostoją ziemiaństwa na Radomszczyźnie, to Kary się nie dziwił, że Tolowi temat był mocno bliski. Ziemianie miewali dziwne skłonności do takich paskudnych postaci. Panek zawsze pozostanie pankiem – myślałeś, Kary, jadowicie – choćby se obwiązał szyję pindziesięcioma chusteckami.