Cham z kulą w głowie
Ziemowit Szczerek — Literatura

Szlachcic Tolo, w każdym razie, po tym jak skończył gadać o księdzu Krencu, przeszedł na terkotanie o jakichś idiotycznych plotkach z wielkiego świata, nadużywając przy tym nazwisk ludzi, których niby Tolo znał, a Kary ani nie znał, ani znać nie zamierzał. Przy czym starał się Tolo posługiwać czymś, co uważał za „warszawską mowę”, a co brzmiało jak karykaturalna esencja wyciągnięta z Wiecha i jego epigonów. Mówił więc „znakiem tego”, szeleścił jak idiota, w zbitkach takich jak „proszę ciebie” z „sz” i „ci” robiąc jakieś mlaszcząco-syczące ćmoki. Mówił „jechałem Poniatoszczakiem”, „szedłem na Piłsudszczak” i Kary się cieszył, że na amfetaminę, którą wciągają, nie mówi, na przykład, „amfoszczak”, mlaszcząc, świszcząc i dodając „znakiem tego”. Plac Wilsona, gdzie miał „panienkie”, oczywiście wymawiał przez „w”, jak, kurwa, prawdziwy warszawiak, tak jakby od kilkudziesięciu lat ludzie się nie nauczyli, jak się wymawia angielskie nazwiska.