No i oczywiście wyjeżdżają tam jeszcze szlagoni typu Gucia czy Tola herbu Radwan polować albo stawiać sobie romantyczne kresowe stanice na tych końcach świata, jeśli który ma jeszcze wystarczająco pieniędzy, bo te środowiska o wiele zręczniej umieją wydawać niż zarabiać. Ale niektórzy stawiają, szczególnie na starość. Ciągną umierać tam, gdzie jeszcze jest dziko, gdzie nie dotarła „ta cała demokracja”, choć do Polski to ona ogólnie jakoś od stu prawie lat z przerwami dotrzeć nie może. Dokąd nie dotarł „ten cały postęp”. I żyją wśród chłopów rodem z czasów feudalnych, wśród lasów, zwierząt, komarów, wśród błota po pas, odcięci od świata – czyli dokładnie tak, jak się żyło w I Rzeczpospolitej. I tylko czasem hipsy blokują im polowania albo włamują im się do dworków, a jakże, drewnianych acz podmurowanych, żeby zdobyć pieniądze na mak i konopie. Albo i napisać gównem na ścianie ŚWINIE albo ZDYCHAJCIE, albo, co wychodzi na pewną konsekwencję, ZDYCHAJCIE, ŚWINIE.