A dalej już jest tylko słynna Linia Rydza, czyli zarośnięte ciągi bunkrów, okopów, umocnień, wałów wysokich na kilka metrów, gdzie wśród poustawianych wzdłuż muru megalitycznych, wyszukalszczonych rzeźb obrońców naszych polskich granic i kresowych stanic, wyglądających jak słowiańscy woje połączeni za sprawą jakiejś magicznej siły z egipskimi zwierzętogłowymi bogami, zdychają z nudów i degenerują się kolejne pokolenia KOP-owców. A jeszcze dalej – kraj dziwny, coraz bardziej dziwny, odizolowany od świata, niekończący się, wlekący aż po Pacyfik i Ocean Lodowaty, czyli, właściwie, w nieskończoność. Kraj Sowietów, największa czarna dziura na mapie świata, kraina, o której nikt nic nie wie. I tylko KOP-owcy czasem, gdy coś wypatrzą przez lornetki na tych nieskończonych stepach, błotach i płaskociach, donoszą w sensacyjnym tonie czerwonej prasie – że a to widzieli konwój nieziemskich stworzeń, hybryd jakichś z piekła rodem, a to hordy uzbrojonych małp w bolszewickich spiczastych czapkach, bo jak legenda niesie, Sowieciarze hodują gdzieś głęboko na Uralu, Kaukazie czy Kubaniu małpoludy, których zamierzają użyć jako nowego typu żołnierza przeciwko Europie i cywilizacji.